Teraz Czytasz
Czy przepowiednie wróżek się sprawdzają?

Czy przepowiednie wróżek się sprawdzają?

Przepowiednie wróżek, czy to tylko bajki? Postanowiłam sprawdzić. Rozmawiałam z prawdziwą wróżką, do której przyjeżdżają ludzie z całej Polski.

Telefon dostałam od znajomej, znajomej koleżanki, która była, ale wypowiadać się nie będzie. Zadzwoniłam. Wróżka ma telefon komórkowy i owszem. W odpowiedzi na moje pytanie, czy możemy się spotkać usłyszałam: prywatnie czy służbowo? Bardzo mnie to zaskoczyło.

Jasnowidz? Później pani Zosia życzliwie mi wyjaśniła, że jak dzwonisz się umawiać do wróżki, to nie podajesz imienia i nazwiska. Tak dzwonią tylko urzędnicy albo z prasy. No i czary się wyjaśniły. Ale po całym spotkaniu pozostało sporo zaskoczenia, może zdziwienie i niedowierzanie, bo „Są takie rzeczy w niebie i na ziemi, o których się nie śniło waszym filozofom” (W. Szekspir, Hamlet).

Wróżka z rodziny Jana Pawła II

Pani Zosia – tak zwracają się do niej „klienci”, mało kto wie, jak się nazywa, bo tak naprawdę to nie ma znaczenia. Wszyscy wiedzą o kogo chodzi i gdzie ją znaleźć. Jest na tyle ciekawą postacią, że Żaklina Henzel poświęciła jej sporą część swojej książki-„Wywiad z jasnowidzącą krewną Jana Pawła II”. Dziadek pani Zofii, Michał Wojtyła, był bliskim kuzynem ojca Karola Wojtyły-św. Jana Pawła II.

Ma 64 lat, mieszka w Dąbrowie (małej wiosce w Wielkopolsce), tu się urodziła, w małym domku pod lasem. Naprawdę magiczne miejsce, samochodem osobowym wcale niełatwo się tam dostać, polna droga, wertepy. Stawia karty, takie zwykłe, nie ma czarodziejskiej kuli, czarnego kota, ani kurzajki na nosie. Na podwórku radośnie poszczekują psy, którymi się opiekuje. Kiedyś przed jej domem stały kolejki, dziś już przyjmuje tylko tych z „płaczem”, najbardziej potrzebujących.

Ona sama jest wierząca, chodzi do Kościoła, jak mówi o sobie-jest tylko pionkiem tu na Ziemi. Narzędziem, by pomagać ludziom. –Karty są kartami, a decyduje Bóg- mówi kobieta. Nie ma magicznych mocy, nie jest czarownicą, czy wiedźmą, jak myślą niektórzy. Nie spotyka się z niechęcią czy ostrą krytyką ze strony otoczenia. Ludzie przychodzą po pomoc, radę, nadzieję, czy też po to, by się zwyczajnie wygadać. W królestwie social mediów zaczyna brakować zwykłej rozmowy twarzą w twarz. Może jest taką „mądrą wiejską babą”, jak to kiedyś było.

Przepowiednie wróżek: szkoła magii i czarów?

Zawsze pasjonowały ją karty, wiedza, jaką za sobą kryją. Zaczęła się nimi interesować i uczyć przekazu, który niosą gdy miała 18 lat. Nikt jej tego nie pokazywał, nie wtajemniczał, nie czerpała wiedzy z książek. Działała intuicyjnie. Najpierw stawiała karty najbliższym i sobie. Każda karta jest przyporządkowana do czegoś innego: trzustki, serca, spraw ginekologicznych itd. To wie tylko pani Zosia, uczyła się latami.

To nie jest magia, czary – mary – mówi – podchodzę do tego psychologicznie, sugeruję, żeby ktoś poszedł do lekarza, zbadał się. Pokazuję możliwe rozwiązania. Nie oceniam, nie zmuszam do niczego, wysłuchuję. Karty są narzędziem, pomocą.

Najlepszym nauczycielem jest samo życie. Uczy cierpliwości, wyrozumiałości, łagodności, słuchania. Przez te wszystkie lata sporo się o ludziach nauczyła. Pani Zofia uważa, że –Trzebaprzeżyć coś, żeby doradzić, to nie jest magia.

Jest jednak tak, że kobieta potrafi powiedzieć komuś, kto do niej przyjdzie, rzeczy zaskakujące! Skąd ona to wie? Mówi, że z kart.

Przepowiednie wróżek: cudze problemy męczą bardziej

Postanowiła zmniejszyć liczbę przyjmowanych osób. Zdrowie jej szwankuje, przez te wszystkie lata bardzo dużo czasu poświęcała ludziom. Nie miała życia prywatnego. Czuje się już zmęczona. Potrzebuje odpoczynku.

Było kilka osób, które próbowało się nauczyć, przyjeżdżali, ale rezygnowali, za trudno było. Każda karta w konfiguracja z inną ma inne znaczenie. Trzeba wszystko zapamiętać i jeszcze mieć mnóstwo cierpliwości i to „coś”. Najlepsze ustawienie kart, wróżące powodzenie? Według pani Zofii to cztery asy, cztery lata „tłuste”, a najbardziej niekorzystne-„żołędzie” wróżące chorobę i niepowodzenia, a nawet śmierć.

Wszyscy, którzy przychodzą, czują potrzebę pomocy. Mają jakiś problem do rozwiązania. Czasem kobieta „zobaczy” niebezpieczeństwo w podróży, wypadek. Jakieś nieprzewidziane okoliczności, ale, najczęściej:

Ludzie się pogubili. Zapomnieli o Bogu, o wartościach. Często nie znajdują oparcia w najbliższych. Są bezradni. Samotni. Żyją skłóceni, w nienawiści, nie radzą sobie z tymi emocjami. Szukają wsparcia u mnie – opowiada – Chemia niszczy, coraz więcej osób choruje, to jest przerażające jak w ciągu ostatnich lat wzrosła liczba ludzi chorych. Co trzecia młoda osoba ma problemy z tarczycą. Większość ludzi, która do mnie przychodzi, jest zagrożona depresją.

Przepowiednie wróżek: po pomoc do pani Zosi

Czym są karty dla osób przychodzących do pani Zofii? Światełkiem w tunelu, wskazówką, ostatnią deską ratunku czy ucieczką od odpowiedzialności? Z czym ludzie przychodzą najczęściej?Ze wszystkim… Zdrowie, praca, miłość, pieniądze, egzaminy, kupno nowego samochodu. Przedział wieku odwiedzających , „wróżkę z Dąbrowy”, to 16-75 lat. Ile kosztuje seans? Co łaska. Czasem to zwykły sms z podziękowaniem, czy kwiaty Na początku roku najczęściej pytania dotyczą kariery pracy, nowych biznesów. Wiosną, latem maturzyści przychodzą, po radę, otrzymują sugestie co poprawić. Wakacje – wyjazdy, ludzie się zakochują i znowu pytają: czy ten związek ma sens? Czy coś z tego będzie?

Byli tacy, którzy nie podejmowali decyzji bez konsultacji z „wróżką”. Dzwonili nawet w sprawie koszuli, czy garnituru. Uzależnili się. Kiedyś kobieta zadzwoniła z pytaniem, czy jak pojedzie nowo kupionym samochodem, którego nie ubezpieczy, to czy po drodze zatrzyma ją Policja. Pani Zosia nazywa to „spychaniem odpowiedzialności”. Czasem ludzie chcą, żeby ktoś za nich podejmował decyzje, nawet w drobiazgach.

To nie jest życie – mówi – nie umawiałam ich więcej. Powoli odsuwałam. Ja pomagam ludziom podjąć ważne decyzje, wysłuchuję problemów. Ale za nikogo życia nie przeżyję. Każdy w pewnym momencie staje sam ze sobą i swoimi problemami. Musi wtedy znaleźć w sobie siłę, mądrość i być świadomym konsekwencji, za które ponosi odpowiedzialność.

Przepowiednie wróżek, kiedy nie wiadomo co zrobić…

10 – 15 lat temu ludzie pytali głównie o pieniądze, o karierę, pracę. To był czas zmian, dużo nowości. Dzisiaj proszą o pomoc w rozwiązaniu problemów zdrowotnych. Pamiętają później podziękować. Dzwonią, przysyłają kartki, kwiaty. Ludzie przychodzą gdy muszą podjąć naprawdę trudne decyzje. Co zrobić, gdy w małżeństwie się nie układa? Kłopoty zdrowotne, problemy w pracy. Czy otworzyć nowy biznes. Zazwyczaj niechętnie przyznają się do tego, że szukają odpowiedzi w kartach, szczególnie mężczyźni. A przychodzą równie często jak kobiety. Równie często zadają pytania o życie uczuciowe. Bardzo dużo osób chce wiedzieć jaki samochód kupić: – –Do tej pory, komu wybrałam, ten zawsze był zadowolony. Pytają nawet mechanicy samochodowi.

-Jeśli widzę, że jest źle, proszę, błagam, by osoba poszła do lekarza – mówi pani Zosia.

Przyszła kobieta, której karty pokazały same żołędzie („najgorsze” karty). Nie chciała pójść do ginekologa, mimo próśb i sugestii najbliższych. Uznała, że jak ma sześćdziesiąt parę lat, nie potrzebuje. Chciała zapytać o coś zupełnie innego, nie o zdrowie. Pani Zosia prosiła: – Zrób to tylko ten jeden raz albo więcej nie przychodź do mnie. Jeden raz wystarczy. Zdecydowała się. Prosto ze szpitala przyjechała do „wróżki z Dąbrowy”, lekarze jej powiedzieli, że gdyby nie zgłosiła się na leczenie, gdyby nie natychmiastowa operacja, zostałyby jej trzy miesiące życia.

Na kredensie poukładane kartki z całej Polski od ludzi, którzy szukali pomocy. Kartka z Krakowa, od osoby, z którą pani Zosia nigdy się nie spotkała. Ktoś podał numer, zadzwoniła kilka razy, żeby pogadać. Wystarczyło, pomogło. Ogromna wdzięczność.

Przepowiednie wróżek: kto pyta…

Kobiet, która rok temu stanęła przed wyzwaniem otwarcia nowego salonu piękności miała wątpliwości:

Jestem młoda, nie mam doświadczenia w prowadzeniu firmy, ani ogromnych pieniędzy, a chciałam pracować sama dla siebie. Ktoś podpowiedział, żebym pojechała do Dąbrowy. Wahałam się, ale… co miałam do stracenia. Pani Zosia zasugerowała (właśnie tak) żebym zaryzykowała, że to będzie dobra decyzja, że się uda. I się udało – mówi ze śmiechem Aldona.

Raz pani Zosia nie powiedziała tego, co karty pokazały. Przyjechały córki kobiety chorej na raka. Z prośbą, by bez względu na to, co karty pokażą, powiedziała ich mamie, że chemia ją wyleczy. Wyszło coś innego, że kobieta umrze. Nie powiedziała jej tego. Brała chemię. Za każdym razem jak przyjeżdżała do Dąbrowy dostawała taką samą informację, że ma się leczyć. Minęły trzy lata. Któregoś dnia dziewczyny przyjechały same podziękować za ten dodatkowy czas, jaki został im dany.

Przepowiednie wróżek: gdzie on jest?

Ludzie kontaktują się w sprawie osób zaginionych. Zeszłego roku przyszło małżeństwo mieszkające za Środą Wlkp., syn zaginął. Nie można go było odnaleźć. Rodzice spodziewali się najgorszego, byli zmęczeni, zdesperowani szukali pomocy. Karty pokazały, że chłopak nie żyje, pani Zofia powiedziała im o tym. Nie można jednak było ustalić, gdzie jest ciało. Jak się później okazało, chłopak utopił się w Warcie.

– Zobaczyłam w kartach, że w niedzielę rano dostaną wiadomość, co z ciałem chłopaka. I tak się stało, zadzwonili mi później powiedzieć o tym- wspomina pani Zofia. –To bardzo trudne przeżycia. Zawsze takie wiadomości w jakiś sposób mnie dotykają. To obcy ludzie, ale nie potrafię być obojętna. Często przychodzą do mnie, bo już nigdzie więcej nie widzą szansy na pomoc. Nie oczekują ode mnie cudu. Chcą wiedzieć, że nie są sami.

Paulina, młoda jarocinianka. Jeździ do Dąbrowy średnio co trzy miesiące. Najczęściej ludzie przychodzą z konkretnymi pytaniami, ona chce wiedzieć, jaką przyszłość pokażą karty. Nic nie mówi, żeby nie sugerować, podpowiadać pani Zosi.

Pamiętam, jaka byłam poruszona, gdy usłyszałam, że mój ojciec, ale nie ten pierwszy (tak dokładnie kobieta powiedziała) jest chory na raka. Że nie będą chcieli go leczyć, bo nie będą wiedzieć jak. Że będzie bardzo trudno, ale przyjdzie ratunek. Wujek, mój ojciec chrzestny, wkrótce zachorował. Jeździliśmy od lekarza do lekarza, bezradni. Dopiero w jednej klinice zdecydowali się na leczenie. Wujek jest zdrowy. Czy wszystko się spełnia? Nie (śmiech-red.) . Miałam w listopadzie wygrać dużą wygraną. Nie wiem tylko, w którym. Jeszcze może się spełnić- opowiada Paulina.

Przepowiednie wróżek: maturzyści

Maturzyści, studenci pytają głównie o wyniki egzaminów. Czy dostaną się na wymarzone studia. Asia poszła przed ważnym egzaminem:

Byłam taka zdesperowana. Nie dlatego, że się nie uczyłam, ale z tego przedmiotu większość oblewała. Może chciałam się uspokoić. Usłyszałam, że jak się jeszcze przyłożę to zdam na trzy. Poczułam się zmotywowana, uczyłam dalej. Choć wcześniej zniechęcała mnie wizja porażki. Zdałam na dostateczny, jako jedyna z grupy. Większość odpuściła, bo pomyślała, że i tak nie zda. Czy to czar? Nie wiem, nie sądzę. Bardziej motywacja.

Mi pani Zofia powiedziała, że siostra ma nie wychodzić za mąż i że bardzo długo będzie starała się o dziecko. Stwierdziłam, że to siostry życie, nie będę niczego sugerowała. O dziecko z mężem starali się osiem lat- mówi Ania.

Męski punkt widzenia

Paweł pojechał do Dąbrowy, bo tak naprawdę był w takim „dołku”, że już mu było wszystko jedno. Mama namówiła, sama chodzi systematycznie.

Byłem dwa razy. To było kilka lat temu, ale pamiętam dokładnie, że pojechałem z konkretnym pytaniem i dostałem odpowiedź, która się sprawdziła, niestety. Ale usłyszałem też coś, co mnie kompletnie zaskoczyło. Moje dziecko nie jest moje! Sprawa jest tak zagmatwana, że zostawiłem to. Kobieta po prostu ze mną rozmawiała, a właściwie mówiła, ja starłem się nie przekazywać jej wielu informacji. Kiedyś już byłem u innej „wróżki. Robiliśmy sobie „jaja” z kumplami. To było show. Na dzień dobry 50 zł i później dymy magiczne, farsa. Pani Zosia jest taka zwyczajna. Nie stylizuje się, wygląda jak mogłaby wyglądać każda babcia, do której idziesz z kłopotem.

Od kilku lat pani Zosia nie zajmuje się polityką. Byli u niej kilka razy różni kandydaci do objęcia urzędów w gminie i powiecie. Przewidziała, jak potoczą się sprawy. Niektórzy się obrazili. Nie przyszli więcej. Ale gdyby ktoś chciał, mogłaby postawić karty, by zobaczyć, jaka przyszłość czeka Jarocin.

Życzenia

Czego pani Zofia życzyłaby wszystkim ludziom?

Spokoju, mniej nerwów, zazdrości, nienawiści. To najczęściej przeszkadza w życiu. Ludzie się pogubili. Wartości schodzą na dalszy plan. Biegną w wyścigu szczurów, by mieć więcej niż sąsiad, kolega z pracy, brat. Chciałabym, by okazywali więcej serca bliźnim, zamiast złości pomocna dłoń. Nienawiść niszczy i wraca do człowieka, podobnie jak dobro. Zazdrość to źródło większości kłopotów. Powoduje choroby. Lepiej by było, żeby ludzie nauczyli się cieszyć z tego, co mają, żeby umieli powiedzieć sobie dość. Pieniądze dzielą całe rodziny, powodują konflikty, często łzy.

Epilog

Wychodząc po rozmowie z panią Zosią byłam dziwnie spokojna. Słońce zachodziło za lasem. Na polach leżał śnieg, tak rzadki tej zimy. Było magicznie. Kobieta stała w bramie, uśmiechała się dobrotliwie. Ciekawe, czy wiedziała o czym wtedy myślałam.

Jaka jest twoja reakcja?
Ale Super!
23
Ciekawy
48
Pomocny
6
Smutny
4

© 2019 magazynona.pl - wszelkie prawa zastrzeżone.

Do Góry