Teraz Czytasz
Dla Qczaja życie to najwspanialszy prezent

Dla Qczaja życie to najwspanialszy prezent

Potrafi na swój trening ściągnąć tłumy, dziennie dostaje setki wiadomości na Instagramie i Facebook, mimo że zwracając się do kobiet nie przebiera w słowach i nazywa je „pieszczotliwie” fit larwami. Co takiego ma w sobie góral z maleńkiej wsi pod Nowym Targiem, że tłumy go uwielbiają.
Spotkaliśmy się z Danielem QCZAJ’em na treningu w Krotoszynie. Specjalnie dla czytelniczek Magazynu Ona odpowiedział na wiele trudnych pytań.

Mariola Długaszek: Niedoszły ksiądz, aktor, fryzjer, fotomodel, trener fitness. Kim dziś jest Daniel Qczaj?

Daniel Qczaj: Spełnionym człowiekiem, bardzo spełnionym. Człowiekiem, który imał się wielu zajęć, mnóstwo planów mu nie wyszyło, ale w rezultacie jak spojrzeć na to z perspektywy, to robię to o czym marzyłem. Zawsze chciałem być aktorem. Początek mojej życiowej drogi w Warszawie to właśnie teatr Buffo, miałem wtedy 17 lat, to był ogromny krok, otworzyłem się na inny świat. Pochodzę z małej miejscowości i nie wstydzę się tego. Uważam , że ludzie na wsiach wiedzą czym jest ciężka praca, nic nie dostają za darmo, wszystko zdobywają z wysiłkiem i determinacją. Jako młody chłopak ze wsi, znalazłem się w Warszawie z poczuciem niższości, miałem ogromne kompleksy. Między innymi mój „góralski akcent” był sporym problemem w teatrze, musiałem ciężko pracować nad językiem. Dziś jako 32 letni facet, jestem ogromnie wdzięczny Januszowi Józefowiczowi, że w tamtym chłopaku dostrzegł potencjał, że dał mu szansę, znalazł dla niego miejsce w swoim zespole.

MD: Na swoim blogu napisałeś : Druga lekcja – dość istotna w życiu: Lew zjada antylopę, antylopa trawę, trawa gryzie glebę – wiedziałem, że nie chcę być trawą. Chciałem być sobą. Długo szukałeś swojego miejsca w życiu, by nie stać się „trawą”? Co było najtrudniejsze?

DQ: Wewnętrzna destrukcja, z którą żyję, wiele czynników na to wpływa. Jest to m.in. przeszłość, z którą się ciągle zmagam, której stawiam czoło. Moja „natura”, jestem typem wrażliwca, z bardzo rozwiniętą empatią, czasami aż mnie boli cierpienie innych, szczególnie dzieci. Wynika to pewnie z moich doświadczeń z dzieciństwa, ale musiałem nauczyć się nad emocjami panować, żeby mnie nie „zjadały”, tylko ewoluowały i później wystrzeliły w dobrą stronę. Człowiek to ogromna paleta emocji, których nie można uciszać, a my od dziecka jesteśmy „temperowani”- „Nie krzycz. Nie płacz. Nie śmiej się.” Nikt nie uczy nas naturalnie wyrażać siebie i jako dorośli kompletnie sobie z tym nie radzimy. Trudno nam zrozumieć samych siebie, swoje uczucia. Nauczyłem się, po wielu trudach, pracować na swoimi emocjami, właściwie je wyrażać, wykorzystać ich potencjał by pomagać innym.

MD: Czy możliwe jest robienie czegoś w internecie w zgodzie z samym sobą? Czy jednak zawsze jesteś pod ogromną presją i strachem przed krytyką, „hejtem”?

DQ:Gdybym wszedł do internetu kilka lat wcześniej, kiedy jeszcze nie wiedziałem kim jestem, kiedy miałem problemy sam ze sobą, nie miałbym czasu, żeby szukać siebie- internet by mnie pochłonął. Jest mnóstwo takich ludzi, którzy „żyją” na tym szklanym ekraniku, stwarzają presję swoim widzom, wykreowanym nierealnym, ale idealnym życiem, którego sami nie mają. Problem polega na tym, że oglądając to, dając „lajka”,”suba” przeciętny człowiek stwarza sobie fałszywy obraz, chce mieć takie życie. Ja mówię otwarcie, że tak nie jest, że to tylko pozory, gra, to nie jest sposób na życie, na twoje życie.

W dzień Wszystkich Świętych wrzuciłem dość zabawny filmik, który prześmiewa naszą rzeczywistość. Często mówimy o zadumie, refleksji tego dnia, a spotkanie na cmentarzu to jedynie okazja do pochwalenia się nowym futrem. Nagrałem filmik, który to wyśmiewa, zastanawiałem się jednak czy go „wrzucić” bo temat delikatny, nie chciałem nikogo urazić, ale odzew był bardzo pozytywny. Ucieszyłem się niesamowicie, że ludzie pokochali mnie właśnie za tą prawdę, że mam odwagę być autentycznym, nie idealnym, mam odwagę być po prostu sobą. W poście napisałem, że VIP-ów określa się po tym w jakim rzędzie stoją i jakie futro mają na sobie. Stoisz w takim rzędzie jak wyglądasz. Dobrze, że tam gdzieś po śmierci wszyscy są równi. Cieszę się, że ludzie zrozumieli mój przekaz.

MD: Jak w dzisiejszym świecie znaleźć równowagę między kultem ciała, presją bycia fit, uzależnieniem od siłowni, a byciem po prostu sobą?

DQ: Mam wrażenie, że dzisiejszy świat zmierza ku skrajnościom. Realia, w których żyjemy, atak wielu bardzo silnych bodźców, rzeczywistość epatująca złem, nagością, seksem wprowadza nas w stan „jest ok”, do wielu rzeczy się przyzwyczajamy. Dopiero skrajności pozwalają na przeżycie prawdziwych emocji, na poczucie czegoś, ale to na dłuższą metę jest czymś co niszczy. Nie da się jechać na rollercoast’erze non stop. Fajne są emocje, ale… kiedy usilnie starasz się być fit, super, być idealnym to w pewnym momencie doprowadzisz się nad przepaść. Tak było w moim przypadku. Patrzyłem na siebie i co z tego, że miałem idealne ciało, skoro czułem, że oszukuję sam siebie i wszystkich dookoła, skończyło się to próbą samobójczą. Nie potrafiłem żyć w takim rozdarciu. Cieszę się, że młodzi ludzie piszą do mnie, pytają o to co mają zrobić żeby zdobyć akceptację, popularność. Często sami ze sobą sobie nie radzą, boją się ludzi. Stanowi to dla mnie inspirację, próbuje im pomóc swoim przekazem, bo rozumiem co czują. Sam taki byłem.

MD: Mówisz otwarcie o trudnych sprawach: samobójstwo, uzależnienia. Ludzie piszą do Ciebie, proszą o radę. To ogromna odpowiedzialność. Jak sobie z tym radzisz? Czy Qczaj poradził sobie ze swoimi strachami?

DQ: Ja to nazywam wróć się do siebie po siebie. Takich momentów muszę dzisiaj mieć jeszcze więcej. Wiedząc, że jestem DDA ( Dorosłym Dzieckiem Alkoholika), muszę być świadomy. Chęć pomagania, bycia potrzebnym jest we mnie, ale trzeba zachować równowagę, żeby się w tym nie zatracić. Ponieważ jeżeli to zrobię nic z tego nic będzie, nie będę mógł pomagać. Dziś potrafię postawić granicę. Daję narzędzia do rozwiązania twojego problemu. Nie rozwiąże go jednak za ciebie, nie dam ci gotowej recepty, a ludzie oczekują właśnie „gotowców”. To łatwiejsze niż stawić czoła problemom.

Czasem jednak trzeba dosłownie sięgnąć dna, wylądować na bruku żeby móc się odbić i pozbierać. Trzeba w to włożyć ogromy trud, trzeb chcieć. Jeżeli ktoś nie chce, nie będę na siłę nikogo wyciągał. Ludziom, którzy gniją w problemach mówię: wypisz sobie je na kartce. Dostrzeż je i nawet jeśli będziesz miał płakać z bólu, to zrób ten pierwszy krok. Ja miałem taki moment w życiu tonąłem w długach, pożyczałem na sterydy, wszystko przestało się układać, runęło totalnie. Sięgnąłem dna. Wydawało mi się, że atrapa, którą zbudowałem ze swojego ciała będzie sposobem na życie, ale to było tylko złudzenie.

Mówię o tym otwarcie. Cieszę się, że mnóstwo osób potrafi wyciągnąć z tego co do nich mówię narzędzia do pracy nad sobą. Dziennie dostaję kilkaset wiadomości, moje instastory – ogląda ok.100 tys, osób dziennie. Czasem czytając komentarze widzę, że ktoś się skarży, że Qczaj mu nie odpisał, nie odpowiedział. Fizycznie nie jestem w stanie tego zrobić, a nie chce oszukiwać ludzi wpuszczając pracownika, który będzie „mną”. Nie dam sobie już odebrać autentyczności, prawa do bycia sobą ciężko na to pracowałem.

MD: Twoje otoczenie jest dość sfeminizowane: mama, babcia, siostry, kobiety na treningach. Jaki jest według ciebie współczesny mężczyzna? Czy trudno być dziś mężczyzną?

DQ: Nie wiem co się stało z tymi facetami. Może to kwestia kultur, ale jeśli chodzi o polskiego mężczyznę to myślę, że siedzi w nim mnóstwo kompleksów, sprzeczności. Z jednej strony silny maczo, a z drugiej Piotruś Pan.

Kobiety „biorą życie za jaja” i walczą, ale jakoś się tak porobiło, że coraz częściej nie robią tego mężczyźni. Moja mama „założyła portki” i spełniała rolę ojca i matki, musiała nas sama wychować. Nie chcę wciskać facetów w kąt, ani generalizować. Często spotykam się jednak z tym, że myślą stereotypami. „Jeżeli moja kobieta patrzy na półnagiego Qczaja, zaczyna go słuchać, to co? Ze mną jest coś nie tak?” Mężczyźni czują się zagrożeni. Jednak problemu nie szukają po swojej stronie, tylko „babie się w głowie poprzewracało”

.Trafiam też niestety często na bardzo trudne przypadki. Kobieta jest w związku, a facet jest bogiem. Kiedyś była szczęśliwą spełniającą się dziewczyną, teraz czuje się nikim. Czuje się nieszczęśliwa. Doprowadziła się do takiego stanu, że patrząc na siebie ma odruch wymiotny, nienawidzi siebie – dosłownie takie stwierdzenia dostaje. Pomagam jej się zmieniać. Wtedy niektórzy faceci mówią, że nowa żona im się nie podoba. Bo to oznacza zmiany, będzie wymagało większego zaangażowania, wysiłku – a przecież było ok.

Z drugiej strony dostaje wiadomości od polskich mężczyzn, w których mi dziękują. Za to, że dzięki mojemu przekazowi wreszcie zaczynają rozumieć swoją żonę. Mimo tego, iż nie potrafią tak do niej mówić jak ja to zaczyna się im układać. Mówią wreszcie o swoich potrzebach. Jestem zwolennikiem partnerstwa. Jeśli jedna osoba w związku robi krok do przodu, to druga ją wspiera, a nie ciągnie „łańcuchami w tył. Niestety niektórzy mężczyźni tak mają. Wygrywa potrzeba dominacji, a z drugiej strony poczucie zagrożenia wynikające z kompleksów i niskiej samooceny.

MD: Nie zostałeś księdzem, ale kobiety bardzo często traktują Cię jak spowiednika: piszą do Ciebie, żalą się, proszą o radę. Jakie problemy ma współczesna Ona?

DQ:We współczesnej Polsce, dużo się nie zmieniło – matka Polka, to dalej jest żywe. Karierę robi garstka kobiet, głównie w dużych ośrodkach. Żyję w Warszawie, ale moje przesłanie nie dotyczy tylko kobiet z miast.

Ja chcę pamiętać o kobietach z małych miasteczek i wsi. Ich życie aż tak bardzo się na przestrzeni lat nie zmieniło. Dalej jest tak, że kobieta w Polsce uważana jest za głupszą. W momencie kiedy wykonuje tą samą pracę co mężczyzna jest gorzej nagradzana. Ja się czuję feministą. Mam kontakt na siłowni i z kobietami i mężczyznami.

Widzę jak głęboko jest u niektórych zakorzenione przysłowiowe „moja baba to gówno wie”. Właściwie dołożyć należy jeszcze presję bycia „panią idealną” jaką przekazują media. Szczupłą, z idealnym makijażem, nawet godzinę po porodzie. Wiecznie uśmiechniętą i zadowoloną, a przy tym pracującą zawodowo, zajmującą się domem i dziećmi i zmagającą z tysiącami problemów. Kobiety czują się zagubione, mają niską samoocenę, na szczęście coraz częściej zaczynają szukać pomocy.

MD: Z kim ukocho się Qczaj jak ma gorsze dni? Kto jest dla Ciebie podporą?

DQ: Grupa ludzi, którzy są ze mną bardzo się ograniczyła. Kiedyś Qczaj był w stanie zrobić wszystko by zyskać aprobatę. Nawet narąbać się na imprezie, żeby rozbawiać towarzystwo, byłem w tym świetny! Dusza towarzystwa, ale kiedy kończyła się impreza zostawałem sam.

Początki mojego życia w Warszawie były takie, że wszystkie zarobione w teatrze pieniądze wydawałem na „ przyjaciół”. Oni bawili się ze mną dopóki je miałem . Dziś najbliżsi to garstka osób, którzy mi dobrze życzą, nie potrzebuję aprobaty wszystkich dookoła

Zobacz również

. Obecnie nie mam w Polsce rodziny, mama i siostry są w Stanach. Nie jestem także w związku, ponieważ nie jest to dobry czas, nie byłbym w stanie oddać się całkowicie drugiej osobie. Dziś często „rzucanie się w związek” to standard, żeby tylko ktoś był, żeby tylko nie być samym. Ja się tak mocno zaangażowałem w to co robię, że nie jestem na to gotów. Choć miałem okres skakania z kwiatka na kwiatek, ponieważ bałem się poczucia osamotnienia.

Dziś dzięki terapii pogodziłem się ze sobą. Pozwalam sobie być smutny, pozwalam sobie być zły, czasami popłaczę, dzięki temu to co robię mogę robić autentycznie. Kiedyś gdy wychodziłem do ludzi, zakładałem ciągle uśmiechniętą maskę nadwornego błazna. Teraz potrafię powiedzieć o tym, że mam stany lękowe. Kiedyś bym tego nie zrobił by nie zburzyć tego idealnego, ale fałszywego obrazu. „Dziś mówię, nie wpędzaj się w poczucie winy, nie musisz być idealny. Mnóstwo kobiet w Polsce ma depresję. O tym się nie mówi. Kobiety piszą mi to, dziękując: Od bardzo dawna pierwszy raz wyszłam z domu. Nie bałam się ludzi. Szłam i myślałam o tobie, bez poczucia, ze mnie oceniają mówią o mnie”. Ludzie, którzy tego strachu nie doznali, nie będą w stania zrozumieć jego ciężaru, ciężaru który ciągnie w dół.

MD: Jak się przygotowujesz do swoich treningów?

DQ: Życie mnie przygotowuje. Moje treningi ewoluują. Kiedy patrzę na mój pierwszy trening, rok temu, widzę jak bardzo tworzy się wizja tego co chcę robić. To dopiero początek! Rozpędzam się, Każda historia, każde spotkanie z moimi cudownymi fit larwami, dodaje mi sił i inspiruje.

MD: Skąd to określenie „fit larwa”, niektórzy mogą poczuć się dotknięci.

DQ:To wyszło przypadkowo któregoś razu, no wiesz mówi się – Ty larwo, dodałem do tego fit. Lubię prześmiewać niektóre rzeczy, podchodzić do problemu z dystansem, dzięki temu łagodniej się oswaja niektóre strachy.

W momencie kiedy myślimy o lękach bardzo intensywnie, to one „rosną” w naszej głowie. Kiedy zaczynamy się z nich śmiać, podchodzimy z dystansem, stają się lżejsze. Gdy dziewczyna, która waży 100 kg mówi: „ Jestem fit larwą. Ważyłam 140 kg., choć czasem nie mam siły, ale robię pompkę, czy przysiad bo chcę pełzać do przodu. Choć życie mnie jeszcze powali, bo takie jest życie. To wierzę, że znajdę w sobie siłę i będę pełzać dalej, byle do przodu”.

Dorobiłem sobie do tego ideologię. Motyl, który dostaje skrzydła, który ma wszystko od razu, fruwa sobie beztrosko. Kiedy jednak je traci nie wie co ma ze sobą zrobić. Czasami ludzie, z którymi się spotykam nie maja naprawdę nic. Wyszli z miejsc, wyszli z domów z przeszłością, która wbiła ich w ziemię, a mimo tego się nie poddają. To są takie fit larwy, które rozwiną skrzydła i poszybują.

MD: Jak wyglądają Święta z Qczajem?

DQ: Moje plany na najbliższe Święta są jeszcze niesprecyzowane. Wydaje mi się jednak, że pozwolę sobie w tym czasie na trochę luzu, czegoś poza grafikiem. Być może będzie to podróż, może z przyjaciółką. Chciałbym zrobić coś innego. W zeszłym roku spędziłem święta z rodziną. Teraz nie zakładam, że polecę do Ameryki, ale kiedy się ten czas zbliży, to może mi się to zmieni. Bo kocham Święta.

Jak byłem dzieckiem u nas nie było jakiś fajnych świąt, babcie Anielka i Zosia, starały się stworzyć ich namiastkę. Był moment kiedy tata pił, mama płakała, uciekaliśmy z domu i nie dostawaliśmy prezentów. Dzisiaj moje siostry pakują każdy prezent osobno. Widzę, że to ma ogromne znaczenie, dlatego, że wiedzą, że same tego nie miały. Ja kocham tą atmosferę. Ubieram choinkę już po szóstym grudnia. Uwielbiam jej zapach. Kocham to, że ludzie się do siebie wtedy uśmiechają są dla siebie dobrzy, nie uważam, że to jest sztuczne. Myślę, że wtedy właśnie wyzwalają się w ludziach te pozytywne emocje, to jest fantastyczne. Kupujmy sobie prezenty, spotykajmy się, cieszmy chwilą.

MD: Wymarzony prezent Qczaja to….

DK: Nie wiem czy to ze zmęczenia, czy z głodu (śmiech), ale chce mi się płakać. Kiedy mnie o to zapytałaś… Ja wszystko mam, nie potrzebuję niczego materialnego , tak naprawdę będąc dzieckiem z biednej rodziny, nigdy nie myślałem,że będę tyle miał . Dom, jedzenie wszystko co jest mi potrzebne. Nie potrzebuję tego nieustannego więcej i więcej. To nie jest kwestia braku ambicji. Cieszy mnie rozwój, ale potrafię się zatrzymać, bo już wiem co jest w najważniejsze. Każda chwila, każdy dzień, życie jest najwspanialszym prezentem.

Jaka jest twoja reakcja?
Ale Super!
0
Ciekawy
0
Pomocny
0
Smutny
0

© 2019 magazynona.pl - wszelkie prawa zastrzeżone.

Do Góry