Teraz Czytasz
Dori Diamond – kobieta, która spełnia marzenia

Dori Diamond – kobieta, która spełnia marzenia

Wróciła dwa lata temu z Anglii. Przywiozła ze sobą bagaż doświadczeń, trochę rzeczy w samochodzie i pomysł na własny biznes. Nie miała gdzie mieszkać, ale już wtedy wiedziała, że marzenia same się nie spełnią, dlatego ostro zabrała się do pracy. Nieraz usłyszała, że jej się nie uda, że ma „grubą dupę” i że w ogóle jest beznadziejna. Ale Dorota Wieczorek już wie, skąd płynie siła i piękno człowieka, dlatego poprawia koronę i idzie dalej.

Wielkie wejście Dori Diamond

Kiedy jeździła na mistrzostwa stylizacji paznokci w Anglii, tubylcom trudno było wymówić jej imię, a że ludzie z branży mówili o niej „nieoszlifowany diament”, została Dori Diamond. Rok temu otworzyła swój pierwszy gabinet w Jarocinie. Jak to ona, z rozmachem. Był czerwony dywan i przecinanie wstęgi. Później praca, praca, praca. Nie było łatwo wejść w i tak już bogaty lokalny rynek usług kosmetycznych. Ale jak to mówi Dori: jeśli kochasz to, co robisz, to robisz to dobrze. Klientki chyba to doceniają, bo przychodzą na zabiegi. W sierpniu przeniosła gabinet.

To jest dopiero królestwo. Tak się cieszę, że mogę moim klientom zaoferować jeszcze więcej. Więcej miejsca, większy zakres usług – poszerzony o nowe zabiegi. Mam mnóstwo pomysłów i świetny zespół, z którym mogę wszystko! – mówi Dorota.

Ale ona jest gruba!

Czasem jak ktoś patrzy na Dorotę – wiecznie zabieganą i zapracowaną, w butach sportowych i leginsach, w niebanalnych okularach i z uśmiechem, który nigdy nie schodzi z twarzy – zastanawia się, czy tak właśnie wygląda bizneswoman, królowa makijażu permanentnego?


Wiem, jak wyglądam i wiem dlaczego. W Anglii koncentrowałam się głównie na pracy. Jedzenie w biegu, byle co, byle tylko przegryźć. Do tego doszło zajadanie problemów. Nie dbałam o siebie, no i tak wyszło plus 20 kg. Życie grubaski w Polsce wcale nie jest łatwe! Na Wyspach nikt nie zwraca na to uwagi, ale w takim Jarocinie… W sklepie wszystko w rozmiarze, delikatnie mówiąc – nie dla ciebie. Otyli ludzie na siłowni wzbudzają sensację, a to chyba odpowiednie miejsce, by coś ze sobą zrobić. Pamiętam jak poszłam na zakupy z córką i usłyszałyśmy komentarz przechodzących obok kobiet: ale ona ma grubą dupę! Przykro mi się zrobiło, głównie ze względu na dziecko. Ale… ja tak łatwo się nie poddaję, więc zabrałam się za siebie – wspomina.

W zgodzie z naturą

Jeszcze w Anglii Dorota zaczęła się interesować wegetarianizmem. Najpierw głównie z powodów ideologicznych, ale później znalazła tam receptę na rozwiązanie swoich problemów zdrowotnych.

Nadwaga to duży problem, nie ze względów estetycznych, jeśli to komuś nie przeszkadza, ale… to ogromny problem zdrowotny. Zaczęłam to coraz dotkliwiej odczuwać. Dodatkowe kilogramy obciążają nasze stawy, kręgosłup. Nie wspomnę o niebezpieczeństwie cukrzycy czy nadciśnienia. To mnie chyba najbardziej zmotywowało. Zaczęłam czytać, uczyć się i zdrowo przygotowywać posiłki. Najpierw zrezygnowałam z jedzenia mięsa, zastępując je odpowiednimi produktami pochodzenia roślinnego. Teraz po kilku latach skłaniam się coraz bardziej w stronę weganizmu – mówi Dorota. Medytuje, chodzi na spacery z psami. Nie ogląda telewizji. Kiedy chce się zrelaksować, słucha Queen. Spokoju szuka w naturze.

Uwierz w siebie

Był taki czas, kiedy sprzedawała butelki, żeby kupić jedzenie dla syna. Dwa razy w życiu straciła tak naprawdę wszystko, na co ciężko pracowała. Żartuje, że jest niezatapialna, bo w każdej porażce znajduje siłę. Przyznaje – to nie jest proste i bardzo dużo kosztuje. Jest to jednak wysiłek, który się opłaca. Dziś wiele klientek mówi o niej, że jest królową swojego salonu. Życie jednak nie jest bajką, dostarcza wielu problemów, z którymi musi sobie radzić. Ona jednak poprawia koronę – jak sama żartuje – i idzie dalej. Skąd czerpie siłę?

Z wiary we własne możliwości i z miłości do ludzi. Wiem jak to brzmi, jak bym była nawiedzona, ale naprawdę tak jest – śmieje się Dorota.- Wierzę, że wszystko do ciebie wróci: i dobre, i złe. Ja bym wolała, żeby dobro do mnie wracało, dlatego tak staram się postępować – dodaje.

Dla dziesięciu kobiet zorganizowała warsztaty „Uwierz w siebie”, na których oprócz praktycznej nauki stylizacji paznokci (kursantki otrzymały zestawy niezbędne do tego, aby dalej mogły same pracować), starała się je zmotywować do działania. Do tego, by uwierzyły w siebie. Po warsztatach powstała grupa, która się wspiera, radzi w kłopotach, czy po prostu żartuje sobie z drobnostek dnia codziennego.

Jak jest wam naprawdę ciężko, to nie zamykajcie się w tej swojej skorupie i nie zajadajcie tego kolejnym posiłkiem, też to przerabiałam. To najgorsze co może być. Obok was zawsze znajdzie się ktoś, kto wam dobrze życzy, da wsparcie w najtrudniejszych momentach. To wcale nie muszą być tłumy, ale ktoś, kto czasem po prostu wysłucha – mówi Dorota. – Pomoże ci znaleźć taką wewnętrzną siłę. Jak uwierzysz w siebie, to będzie ci łatwiej, ale to nie znaczy, że już wszystkie problemy znikną. To znaczy, że znajdziesz siłę, żeby sobie z nimi radzić.

Zobacz również

Nie hejtuję!

Jakiś czas temu na swojej drodze Dorota spotkała Roberta Kupisza. Została jego fanką. Dziś do jej ulubionych elementów garderoby należy koszulka tego projektanta z przesłaniem „Nie hejtuję!”.

Naprawdę staram się w życiu przestrzegać tej zasady. Kiedy wróciłam do Polski, to chyba najbardziej zaskoczył mnie fakt, że jesteśmy dla siebie, tak na co dzień, po prostu niemili i nieuprzejmi. To smutne. Rzadko się do siebie uśmiechamy, tak po prostu na ulicy, ale także za rzadko mówimy do siebie „proszę” czy „dziękuję”. Miałam już kilka takich sytuacji, podałam pani torebkę, która jej upadła i zamiast zwykłego „dziękuję” dostałam takie spojrzenie, że szkoda mówić. Zwroty: „zrób to”, „masz to, czy tamto” są na porządku dziennym. Rozmawiałam ze znajomymi, którzy mieszkali także za granicą i mają podobne odczucia. A to dopiero wierzchołek góry lodowej! Prawdziwe szambo wylewa się w internecie! Oj miałam już takie nieprzyjemne sytuacje – opowiada Dorota. – Byłam nowa w branży. Jarocin to małe środowisko. Ja uznałam, że każdy robi swoje i niech robi to najlepiej jak potrafi, ale czasem to nie wystarcza. Dostaję informację od moich klientek, że ktoś, coś gdzieś tam o mnie nagadał. Jeśli to jest prawda, to ok, ale kłamstwa nie znoszę. Bardzo ciężko pracuję na swoją firmę i nie pozwolę się oczerniać. Staram się jednak nie wdawać w te „fejsbukowe dyskusje”.
To nic nie daje. Załatwiam to profesjonalnie – żartuje Dorota.

Marzenia się spełnia

Plany Dori Diamond na najbliższą przyszłość?

Będę dalej inwestować w nowy gabinet, żeby jeszcze więcej móc oferować klientom. Mam mnóstwo nowych pomysłów, ale wszystko w swoim czasie. Na pewno będę dalej pracować nad sobą, moja waga jeszcze pozostawia wiele do życzenia. Myślę także o kilku projektach dla kobiet. Chcę znaleźć trochę więcej czasu dla córki, na odpoczynek. Ale tak mnie zawsze nosi, żeby spełniać kolejne marzenia, nie tylko swoje…

Jak Dori Diamond radzi sobie z nadwagą , ludzkim gadaniem i nie tylko

Jaka jest twoja reakcja?
Ale Super!
11
Ciekawy
0
Pomocny
0
Smutny
2

© 2019 magazynona.pl - wszelkie prawa zastrzeżone.

Do Góry