Teraz Czytasz
Dorota Wellman o sobie samej

Dorota Wellman o sobie samej

Dorota Wellman, prezenterka telewizyjna i radiowa mówi o tym, jak być sobą bez kompromisów, jak odnaleźć sens i pasję w każdym dniu, opowiada o pracy w telewizji i przyjaźni z Marcinem Prokopem.

Jedni ją kochają, inni nienawidzą. Ona zawsze robi swoje. Ma niezwykłe poczucie humoru. Uwielbia się śmiać. Jest ciekawa świata i ludzi. Często podróżuje, spotyka się z kobietami. Opowiada o sobie, ale też stara się być dla nich wsparciem. Przeczytajcie co Dorota Wellman mówi o sobie.

O wieku

Mam 58 lat i nie mam kompletnie problemu ze swoim wiekiem. Dobrze mi z nim. Nie zamierzam tego ukrywać. Jestem też osobą starszą i nic tego nie zmieni. Metryki nie oszukam. Jestem dumna ze swojego wieku, bo wiele potrafię, dalej pracuję i ciągle osiągam sukcesy.

O dziennikarstwie

Od 34 lat jestem dziennikarką. Długi czas – czasem ludzie nawet tak długo nie żyją. I cały czas pracuję z pasją, a to dlatego, że wybrałam zawód, który kocham. To zawód, który daje mi tysiąc możliwości i jeszcze mam to szczęście, że mi za to płacą. Pasję do dziennikarstwa wyssałam dosłownie z mlekiem matki. Moja mama była dziennikarką radiową i praktycznie codziennie u niej bywałam. To tam mogłam zobaczyć gwiazdy polskiego filmu, teatru czy estrady. To tam mogłam się przekonać, że to zawód, który można wykonywać z pasją.

O ciekawości do ludzi i świata

To cecha przekazana mi przez moją mamę. To też cecha każdego dobrego dziennikarza. Lubię w sobie otwartość na świat i ludzi. Ja, po prostu, jestem ich ciekawa. Podobnie jak moja mama, ja też potrafię zaczepić kogoś na ulicy, żeby z nim pogadać lub powiedzieć mu, że piękne wygląda. Jak tylko wsiądę do pociągu czy metra, zaczynam rozmowę ze współpasażerami. W ten o to sposób poznałam wielu bohaterów moich reportaży. Zdarza mi się, że jadąc gdzieś w Polskę, każę zatrzymać samochód, by porozmawiać z napotkaną osobą. Na przykład będąc w GS-owskim sklepie na Dolnym Śląsku dowiedziałam się od ekspedientki o „wariacie” budującym Arkę. (…) I tak powstał ciekawy materiał, bo dziennikarz musi mieć oczy dookoła głowy i być ciekawym wszystkiego.

O poczuciu humoru

Wydaje mi się, że poczucie humoru to moja zaleta. Lubię się śmiać i z siebie, i z innych. Jestem osobą optymistycznie nastawioną do życia, choć w moim przypadku wcale nie jest ono różowe, łatwe i wygodne. Ale taką już mam naturę. Wychodzę z założenia, że dam radę i zawsze mi się uda. Myślę, że dzięki temu lżej mi się żyje. Poza tym, jestem, według mnie, odważnym człowiekiem. Sporo biorę na klatę i się tego nie obawiam. Robię wiele rzeczy narażonych na krytykę i ostracyzm, ale to nie powoduje, że się z nich wycofuję.

O porażkach

Nie za długo się nad nimi pochylam. Nie za długo nad nimi rozmyślam i rozdrapuję ran. Nie myślę, że to koniec świata. Końcem świata jest, jak zabraknie mi kogoś bliskiego. Reszta to pikuś. Z wszystkim człowiek sobie poradzi. Trzeba z nich tylko wyciągnąć wnioski i iść dalej. A nic tak dobrze nie robi w takich momentach, jak przelecieć po domu ze szmatą w ręce. Nawet jeśli ponosimy porażki, nie przejmujmy się, z każdą porażką upadamy, ale wstajemy silniejsi i idziemy dalej do przodu, podejmujemy kolejne wyzwania. Jak to mówię: „Alleluja i do przodu”. Nie ma co się za długo umartwiać. Zresztą nikt, kto odniósł sukces, nie uniknął po drodze porażek i klęsk. Nie ma takich osób.

O marzeniach

Marzę, żeby moje dziecko było szczęśliwe. A tak w ogóle, to chciałabym jeszcze dużo zrobić. Jak słyszę, że ktoś ma 40-50 lat i ciągle narzeka, to sobie myślę: „Ty durnoto! Tyle rzeczy jest do zrobienia, tyle rzeczy do spróbowania!”. Uważam, że jest jeszcze 1.000 możliwości, które jeśli same do mnie nie przyjdą, to ja ich poszukam. Pamiętajmy, że nasze życie jest krótkie i się nigdy nie powtarza. Dlatego zamierzam jeszcze rozpocząć choćby pracę w internecie.

O nadwadze

Pół życia z nią walczę. Pewnie, że chciałabym być szczuplejsza, ale nie jest to najważniejsza sprawa w moim życiu. Bycie grubym to nie jest koniec świata. Większa waga nie zwalnia nas od normalnego życia. Nie róbmy antycznej tragedii z wałka na brzuchu. Są większe nieszczęścia. Warto jednak pamiętać, by o siebie zadbać, być fajnie ubraną i schludną. Nie można się zaniedbywać! Nie musimy kupować kreacji od najdroższych projektantów, ale jednak szampon i mydło są mile widziane u każdego. I najważniejsza rzecz, bez względu na to gruba czy chuda, kobieta musi być mądra i interesująca. Kilogramy nie definiują naszej wartości. Jeśli w głowie będzie pusto, nic nam nie pomoże. Nawet dobry Boże!”. Oczywiście, wolałabym być chudsza, ale nie dam sobie wmówić, że jestem gorsza z powodu mojej figury, bo nie jestem. Jak spojrzymy na ulicę, to zobaczymy, że ludzie są naprawdę różni. Powinniśmy szanować każdego człowieka – niezależnie od wieku, wagi, orientacji, wzrostu czy pochodzenia społecznego. Ważne jest to, jacy jesteśmy. Jak to mówią: „Pokaż kotku, co masz w środku”.

O poczuciu wartości

Poczucie własnej wartości wyniosłam z domu. Rodzice umacniali mnie w przekonaniu, że jestem fajna, ciekawa i wiele potrafię. To chyba najcenniejsze, co mi dali. Gdy dostawałam czwórki, nigdy nie usłyszałam od nich, że powinnam mieć same piątki. Akceptowali mnie w pełni i dali mi ogromny bagaż miłości. Myślę, że dzięki temu dziś jest mi łatwiej. Gdy tego nie wyniosło się z domu – musimy się tego nauczyć. Nie pomoże nam żadna terapia, jeśli sami siebie nie pokochamy.

O polityce

Nie jestem związana z żadną partią i nie stoję po jakiejkolwiek stronie, ale angażuję się w obronę praw człowieka i obywatela, a także – obronę praw kobiet. Jestem człowiekiem, który ma wyraziste poglądy – raczej liberalne, i nigdy się ich nie wstydzę. Nie czuję potrzeby, żeby wchodzić głębiej w politykę. Jeśli kiedyś myślałam, by zaistnieć w polityce, to już mi to przeszło. Szkoda życia na to. Myślę, że jako dziennikarka mogę więcej zrobić, również w ważnych sprawach społecznych. Niekoniecznie muszę zasiadać w tym celu w Sejmie. A siebie w roli prezydent to się nie widzę, a mojego męża w jako Pierwszej Damy to już wcale.

O Marcinie Prokopie

Pracujemy ze sobą od piętnastu lat, a znamy się od siedemnastu. Nasza relacja nieustannie nas cieszy i zaskakuje. Za każdym razem, gdy idę do pracy i wiem, że spotkam się z Marcinem – cieszę się z tego powodu. To znak, że to żywa relacja, a nie przyzwyczajenie do drugiej osoby. Przeszliśmy wspólnie przez wiele etapów. Słowo honoru, nigdy się nie pokłóciliśmy. Nie mieliśmy też cichych dni. Często mamy inne poglądy na różne tematy i wtedy spieramy się, ale w sposób twórczy. Nasza przyjaźń wzmacnia się każdego dnia z powodu wspólnych doświadczeń i przeżyć w pracy – nie tylko tych słodkich i ekranowych, ale też pozaekranowych. Poza moją rodziną, nie mam drugiego człowieka, z którym mogłabym skonsultować zawodowe decyzje i mieć pewność, że życzliwie i szczerze mi doradzi. Myślę, że osiągnęliśmy ten poziom współpracy, który można nazwać dojrzałym partnerstwem. (…)

Mam wyjątkowe szczęście, że udało mi się kogoś takiego spotkać na zawodowej drodze. Często, gdy pojawiam się gdzieś sama, słyszę pytanie: „A gdzie Prokop?” Zdarza się, że w hotelach dostajemy jeden pokój, bo ludziom się już wszystko myli. Mamy szczęście do partnerów, którzy nie mają z tym problemów, bo pewnie nie wszyscy tolerowaliby to w taki łagodny sposób, jak nasi małżonkowie. Jako jedyna para prezenterów mamy wspólną garderobę. To taki nasz azyl, gdzie możemy porozmawiać jeszcze przed programem.

O ciętym języku

Są osoby, którym się to nie podoba. Pracując w telewizji jesteśmy wystawieni na ocenę ludzi i musimy się z tym liczyć, że jednym się podobamy, a innym nie. Należę do osób, które albo ktoś lubi, albo nie i szanuję to, bo widz ma prawo wybierać, ale sądzę, że lepiej nie zmieniać się i nie podlizywać się widzom, nie być żadnym. Ja chcę być jakaś. I całe życie byłam jakaś, więc trudno to teraz na starość zmieniać. Czasami słyszę krytyczne uwagi dotyczące swoich zachowań czy opinii. Mamy prawo do dyskusji, byle merytorycznej, a nie obrażającej się nawzajem. Fajnie jest dyskutować na argumenty. Nie trzeba się bać spotykać z innymi opiniami.

O rozpoznawalności

Daje to pewne fory, na przykład w urzędzie, czy podczas kontroli drogowej. Kiedyś podczas lotu egzotycznymi liniami podchodzi do mnie stewardesa i mówi, że prosi mnie kapitan. Idę za nią zastanawiając się, co zrobiłam złego. Kiedy otwierają się przede mną wiecznie zamknięte drzwi słyszę w polskim języku: „Pani Doroto, moja mama panią uwielbia! Jak jej powiem, że panią przeleciałem, nie uwierzy!”. Śmiejąc się odpowiadam: „Chyba przewiozłem!”. Okazało się, że to polski pilot mieszkający w Londynie. Rozpoznawalność może więc być miła i zabawna, ale też nieprzyjemna. Po całym dniu pracy, robię zakupy w nocnym sklepie. Stoi tam dwóch… panów. Widząc mnie znacząco się trącają łokciami, po czym słyszę, jak jeden mówi do drugiego: „Te Heniuś, skąd ja tę kur… znam?”

Powyższy tekst jest zapisem z jednego ze spotkań realizowanych w ramach projektu „#BYCKOBIETAOnTour”., który w Pakosławiu (gmina Rawicz w Wielkopolsce)  prowadzi Marta Klepka.

Jaka jest twoja reakcja?
Ale Super!
0
Ciekawy
1
Pomocny
0
Smutny
0

© 2019 magazynona.pl - wszelkie prawa zastrzeżone.

Do Góry