Reklama

Reklama

Studia w Chinach. Ania studiowała z samymi Chińczykami

Opublikowano: sob, 6 lis 2021 19:07
Autor:

Studia w Chinach. Ania studiowała z samymi Chińczykami - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

ONA MA MOC Studia w Chinach to niezwykła przygoda. Anna Jaworska skończyła je kilka lat temu. Robiła w Chinach furorę. Ludzie pokazywali ją palcem, chcieli zrobić sobie z nią zdjęcie. Wyglądała inaczej niż oni. Chinki chcą wyglądać tak, jak my. Robią sobie operacje nosa i modyfikowanie go na europejski. Chcą też mieć podwójne powieki. Czym różni się życie w Chinach od tego w Polsce? Przeczytaj rozmowę z Anią.

Reklama

Przypominamy rozmowę z Anną Jaworską, która kilka lat temu studiowała w Chinach. To było jeszcze przed nastaniem pandemii. Warto jednak wrócić do tego tekstu, bo Ania opowiada niezwykle ciekawie o tamtejszej kulturze i życiu.

Ania studiowała w Chinach

Anna Jaworska wyjechała do Chin na kilka lat, by podszlifować język, który studiowała. Zrobiła studia magisterskie i obroniła pracę w języku chińskim. Zwiedziła połowę Azji, przeżyła mnóstwo przygód, zobaczyła niezwykłe rzeczy. Choć studiowała w Chinach i podobało jej się tam, to zostać nie chciała, kilka lat temu wróciła do Polski. Co urzekło ją na wschodzie? Pozytywne podejście do życia Azjatów.  W Polsce najbardziej brakuje jej uśmiechu. Może dlatego, że sama jest niezwykle pogodna i ciągle uśmiechnięta.

Studiowała z samymi Chińczykami, po chińsku

Czego brakuje Pani w Polsce?

Na pewno  brakuje mi jedzenia, bo w Polsce trudno znaleźć dobre chińskie potrawy. Z pewnością braknie mi także ludzi i ich nastawienia do życia, bo wszyscy są tam dużymi pozytywistami, a w Polsce ciężko jest dostrzec uśmiechy na ulicach. Chińczycy, kiedy napotykają jakiś problem, to potrafią podejść do niego na bardzo dużym luzie.

Jedzenie w Chinach
W Polsce trudno znaleźć prawdziwe chińskie jedzenie
Nauczyła się pani takiego podejścia do życia?

Bardzo się staram podchodzić do wszystkiego z dystansem i uśmiechem.

To pomaga w życiu?

Bardzo, bo ludzie też podchodzą do mnie inaczej.

Wyjechała pani do Chin, żeby podszkolić język chiński i obronić pracę licencjacką.  Myślała pani o powrocie po tym okresie, ale Chiny wciągnęły panią na dłużej. Co się stało?

Pojechałam tam na ostatnim roku licencjatu, żeby nauczyć się chińskiego. Dostałam stypendium językowe i wróciłam do kraju, żeby obronić pracę licencjacką. W międzyczasie złożyłam papiery na kilku chińskich uczelniach i tak się złożyło, że dostałam się na politechnikę, ale nie na kierunek techniczny, tylko na humanistyczny – studiowałam administrację.  Chciałam nadal szkolić język. Studiowałam z samymi Chińczykami, zajęcia były tylko w ich języku, tak samo jak moja praca magisterska. Nawet promotorem był Chińczyk, więc wszystko robiłam tak jak oni. Bardzo mi to pomogło w nauce języka, bardziej niż inne studia czy kursy językowe. Pracowałam też w wielu miejscach, między innymi jako nauczycielka. Robiłam różne ciekawe rzeczy.

Anna Jaworska na studiach w Chinach. przed swoją uczelnią
Po zdobyciu dyplomu. Anna studiowała z samymi Chińczykami.
To dlaczego pani wróciła?

Stwierdziłam, że z Chin wyciągnęłam wszystko to, co chciałam. Teraz nadszedł czas na rozwój w Polsce i wykorzystanie umiejętności, które tam nabyłam. Tęskniłam też za rodziną, a ona za mną, więc stwierdziłam, że pięć lat to wystarczająco dużo czasu. Nauczyłam się bardzo dobrze języka, zwiedziłam wiele azjatyckich krajów i przy okazji dużo zobaczyłam.

Podróżowała po całej Azjii

Kiedy studiowała w Chinach podróżowała po Azji. Gdzie pani była?

Filipiny, Laos, Tajlandia, Indonezja i Wietnam.

Który kraj  najbardziej się pani podobał?

Filipiny.

Bardzo biedny kraj, co jest w nim wyjątkowego?

Ja przede wszystkim zwracam uwagę na to, jacy są ludzie. A tam są jeszcze bardziej pozytywni niż w Chinach. Ogólnie wszyscy Azjaci są bardzo sympatyczni. A Filipińczycy mają większy luz niż Chińczycy i są bardzo pomocni, życzliwi.

Zwiedzała Chiny i Azję. 
Góry w Zhangjiajiie znane z filmu Avatar
Góry w Zhangjiajiie znane z filmu Avatar
 

Co w Chinach najbardziej panią zaskoczyło, może zszokowało?

Nie pamiętam już. Po tych pięciu latach się tak przyzwyczaiłam… Ale myślę, że najbardziej mnie zaskoczyło to, jak bardzo rozwinięty jest ten kraj technologicznie i infrastrukturalnie. Z Pekinu do Szanghaju można dojechać koleją w cztery i pół godziny  – a to jest 1400 km! Każde miasto ma metro i one strasznie szybko się rozrastają. Kiedy ja przyjechałam do Chengdu były dwie linie metra, a w tym momencie jest ich dziesięć, więc w każdy zakątek Chengdu można dojechać metrem. Można też spotkać tam masę budynków wielopiętrowych. Sama pracowałam w takim. Miał 45 pięter, czyli tyle co największe wieżowce w Warszawie, a tam  był to jeden z wielu zwykłych domów, nie najwyższych. A przecież Chengdu to małe miasto.

Wieżowce są w każdym mniejszym i większym mieście, ale miasto które liczy 14 milionów ludzie uznawane jest za małe.
No nie takie małe! 14 milionów ludzi w nim mieszka.

W Chinach to wciąż dosyć małe miasto, w porównaniu np. do Szanghaju, który ma 24 miliony mieszkańców (śmiech).

Ten rozwój technologii związany jest ze szkolnictwem. W szkołach uczy się programowania, robotyki, technicznych przedmiotów?

Jeżeli chodzi o normalne szkoły, to nie. Ale Chińczycy kładą duży nacisk na edukację, więc po szkole dziecko idzie na wiele zajęć dodatkowych, takich jak angielski, balet, lekcje pianina, robotykę, zajęcia plastyczne. Dzieci od rana do wieczora mają szkołę, szkołę i szkołę. Potem na studiach też nauka od rana do wieczora i kiedy oni kończą studia, to nie umieją sobie poradzić w normalnym życiu. Wiele osób nadal mieszka z rodzicami, którzy za nich piorą, gotują czy nawet sprzątają.

Chińczycy kochają modę i operacje plastyczne

A jak Chińczycy podchodzą do mody? Lubią światowe marki, najbardziej znanych projektantów?

Bardzo zwracają na to uwagę. Musi być jakieś wielkie logo i najlepiej jakiejś drogiej marki (śmiech). Uwielbiają Louis Vuiiton, Dolce & Gabana, okulary Ray Ban i wszystkie inne zagraniczne marki.

Ale prawdziwe czy podrobione?

To się zmienia, ponieważ Chińczycy stają się coraz bardziej zamożni i coraz częściej stawiają na oryginały. Są też duże kary za to, że ludzie próbują robić podróbki.

Każdy sobie może pozwolić na noszenie markowych rzeczy, czy tylko najbogatsi?

Oczywiście najbogatsi, ale coraz bogatsza jest też klasa średnia. Mogą oni sobie pozwolić na iPhony czy jakąś torebkę wyżej wymienionych marek.  Oni mają trochę inne podejście do życia i konsumpcji. Wolą  mieć lepsze ciuchy, markowy telefon, a zrezygnować z samochodu i jeździć metrem, albo mieszkać w gorszym mieszkaniu. Wynajętym, a nie własnym. Chińczycy inwestują w siebie. Wygląd jest bardzo ważny. Kobiety więcej inwestują w swoją urodę niż w AGD (śmiech).

Operacje plastyczne są modne?

Tak! Szczególnie operacje nosa i modyfikowanie go na taki europejski. Robią też sobie podwójne powieki, bo oni mają pojedynczą, bez rowka nad okiem. Powiększają oczy. Bardzo modne jest zmienienie podbródka z takiego klasycznego, na kształt litery V, ale jest to bardzo ryzykowny zabieg, ponieważ łamana jest wtedy żuchwa.

Czyli jesteśmy dla nich wzorem ideału?

Tak. Bardzo zwracają uwagę na obcokrajowców. Obserwują cię. Szczególnie jest to dziwne uczucie, gdy znasz język i rozumiesz, że rozmawiają o tobie. Spekulują: „Ciekawe, skąd ona jest?” „Może z Ameryki? Nie, z Rosji chyba”. Obcokrajowiec nie poczuje się tam nigdy, jak u siebie w domu, bo zawsze będzie inny. Dlatego m.in. chciałam też wrócić.

W Chinach możesz się nie dogadać po chińsku

Czy w Polsce jest dużo ludzi, którzy potrafią mówić po chińsku?

Jest bardzo dużo ludzi, którzy studiują ten język i który ukończyli filologię chińską,  ale z doświadczenia wiem, że lepiej wyjechać i pobyć trochę w Chinach, ponieważ nie ma porównania z tym, czego nauczymy się w Polsce. Przykładowo: ja się uczyłam dwa lata chińskiego i gdy pojechałam do Chengdu, to nie potrafiłam się dogadać, bo taksówkarz mówił w dialekcie syczuańskim.

A Chińczycy mówią po angielsku?

Wszyscy się uczą. Tak jak my mają też w szkole język angielski. Dla nas język chiński jest trudny, a dla nich każdy język obcy wymaga dużej nauki.

Czyli raczej trudno dogadać się po angielsku w Chinach.

Raczej tak. Często problemy są nawet w knajpach z zamówieniem jedzenia.

Chińska kuchnia w Polsce nie przypomina chińskije

A propos restauracji. Mówiła pani, że chińskie jedzenie jest zupełnie inne od tego, które jemy w chińskich knajpkach w Polsce?

Tak. Ostatnio byłam w jednej z chińskich restauracji i… Nie przypomniało to tego, co jadłam w Chinach. Ale chińskie knajpy w Polsce dostosowują te dania do gustu Polaków, ponieważ nie każdemu smakowałaby prawdziwa chińska kuchnia.

W Chinach można jeść wszystko. Przysmakiem są świńskie ryjki
Przysmak chiński – świńskie ryjki.
Czy jest coś czego nie miała pani odwagi zjeść w Chinach?

Cały czas nie mam odwagi zjeść skorpiona na patyku (śmiech).

W Chinach nie odważyła się zjeść skorpiona na patyku
Z Anną Jaworską rozmawiała Beata Frąckowiak-Piotrowicz. Tekst ukazał się kilka lat temu w papierowym wydaniu MAGAZYNU ONA

Byłaś w Chinach? A może w innym ciekawym miejscu? Napisz nam o tym : [email protected] 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.