Teraz Czytasz
Pomacaj się… daj życiu szansę!

Pomacaj się… daj życiu szansę!

Pomacaj się

Pomacaj się, to nie tylko akcja Anny Szołuchy, Gosi Lakowskiej i Agnieszki Ford , które założyły fundację Kochasz Dopilnuj. To także dziesiątki historii. To portrety silnych, niesamowitych kobiet, które miały spotkanie z rakiem. Teraz żyją jeszcze odważniej, może nawet pełniej. Choć powrót nie był wcale łatwy. Musiały ponownie odnaleźć siebie, swoją kobiecość, by móc ruszyć w dalszą drogę.

Dla nas, kobiet wygląda ma ogromne znaczenie. Jednak każda swoje własne piękno musi w sobie odnaleźć. Składa się na nie mnóstwo szczegółów, detali, drobiazgów, które w pełni tworzą – kobietę. Dla jednej będą to oczy, włosy, piersi, charakter, talenty, każda z nas ma swój własny, jedyny niepowtarzalny zestaw i dzięki temu czuje się kompletna. Czuje się piękna. Gdy jednak jakiegoś elementu nagle zabraknie, zostaje obcięty, zabrany to poczucie własnej wartości, kobiecości może zostać zachwiane. Nikt nie doświadczył tego bardziej i mocniej niż kobiety, które podjęły walkę z rakiem. Jakie są? Jak do tego doszło? Kiedy do nich przyszła choroba? Były na to przygotowane? Pewnie nie. Nikt nie jest.

Pomacaj się… kampania i co dalej

Kampania #pomacajsie to cykl czarno-białych fotografii kobiet – wojowniczek z rakiem piersi. Autorkami projektu są Anna Szołucha i Gosia Lakowska, (wspólnie prowadzą studio fotograficzne MOOi Studio) oraz Agnieszka Ford, pierwsza bohaterka, której zdjęcia były inspiracją dla kampanii.

Pomacaj się

Tą kampanią chcemy zwrócić uwagę między innymi na problem profilaktyki. W Polsce badania USG zalecane są zazwyczaj dopiero po 50 roku życia, a przez ostanie 30 lat niemal dwukrotnie wzrosła zachorowalność u kobiet w wieku 20-49. Badania przesiewowe są często lekceważone lub błędnie interpretowane. Przekonała się o tym właśnie Agnieszka Ford. Bardzo często, m.in. z powodu braku pieniędzy na prywatne konsultacje u doświadczonych specjalistów, kobiety trafiają do niedoświadczonych lekarzy. Ci zaś błędnie diagnozując, usypiają czujność zagrożonych chorobą kobiet.
Kampania #pomacjsie, to także zwrócenie uwagi na problem związany z odtwarzaniem piersi po mastektomii. Niestety, nie wszystkie metody rekonstrukcji są refundowan
e.

Od sierpnia 2019 roku Ania i Gosia organizują darmowe sesje dla kobiet z całej Polski, w sumie do tej pory odbyło się 40 spotkań. Zdjęcia z historiami bohaterek publikują na stronie Facebooka, Instagrama, na łamach różnych czasopism oraz podczas wystaw. Po co to robią

Przekonałyśmy się niejednokrotnie, że zdjęcia tych odważnych kobiet dają siłę i nadzieję innym. No i przede wszystkim przypominają o systematycznym badaniu się.

Poniżej kilka niesamowitych portretów. Kobiet, które są wojowniczkami, siłaczkami. Są odważne i zdeterminowane. Walczą o coś najważniejszego: o siebie, o zdrowie, życie… Czy się boją? Oczywiście, nikt nie przygotowuje do takich lekcji. Ich siła polega właśnie na walce ze strachem, na pokonywaniu tego, co na początku wydaje się nie do przejścia. A przy tym wszystkim są niesamowicie ciepłe, kochane, kobiece… Są piękne.

Pomacj się… wyczułam guzka w prawej piersi w sobotę rano przy kawie – byłam przerażona

Pomacaj się
Józefa, fot. MOOi Studio

We wtorek byłam już po USG. Zdziwienie i szok. Prawa pierś jest w porządku, ale w lewej jest zmiana. którą trzeba sprawdzić. Nie wiadomo, co by było gdybym zwlekała. Zmiana rosła bardzo szybko, bo po tygodniu z 3 mm w badaniu mammografem guzek miał już 7 mm. Potem poszło lawinowo biopsja cienko i następnie gruboigłowa.

24 września w dniu moich 40 urodzin wyszłam ze szpitala już z wyciętym „gadem” – po miesiącu następna operacja wycięcia wszystkich węzłów,były przerzuty. Nie chcę pisać o skutkach chemii, radio i immunoterapii, bo wszystko jest do przeżycia – uwierzcie ! Wiem i znam Wasz strach, przerażenie, ból, żal, bezradność i nasz koniec świata związany z rakiem, ale nie można się poddawać bo trzeba żyć.


Ale pamiętajcie jedno czas jest najważniejszy. Czas i działanie jeżeli wyczujecie jakiekolwiek zmiany w piersi – ja dzięki temu mam pierś i piękne blizny, z których jestem dumna. Przypominają mi jak trudną walkę stoczyłam choćby nawet po to, żebyście się macały i nie czekały. Kobietki moje i najważniejsze nie ukrywajcie swojej choroby! Nie traktujcie jak tematu tabu! Będziecie potrzebować wsparcia najbliższych i tych dalszych znajomych, rodziny. Nie udawajcie, że jesteście siłaczkami, bo wsparcie jest tak samo ważne jak leczenie.

Pomacaj się… No i popatrzcie, nie trzeba mieć cycków, by być kobietą

Pomacaj się
Monika, fot. MOOi Studio

Kiedy Angelina Jolie zdecydowała się na usunięcie piersi i przydatków z powodu mutacji genu BRCA1/2, powiedziałam koleżance z redakcji, że też bym usunęła piersi. Bez żalu. W rodzinie chorowała moja babcia, która zmarła w bólach nie do wyobrażenia. Moja mama, przed 40. rokiem życia miała w obu piersiach guzy i radykalną mastektomię, po której zostały olbrzymie blizny i zrosty, puchnące ręce, ale uratowała jej życie. Chociaż rak nie ustępował, bo wrócił po 22 latach ze wznową. Teraz mama dobija kolejnego raka, tym razem trzustki. Tak. Moja mama to wojowniczka. Piękna. Harda. Inspirująca. Dzięki niej od 2001 roku byłam pod opieką poradni genetycznej.

Koleżanka z redakcji mimo wszystko jednak z niedowierzaniem raz jeszcze zapytała: Całkiem usunęłabyś? – Całkiem!-odpowiedziałam. Po co mi one?! Zaśmiałam się. Ona dalej nie odpuszczała: Ale robią rekonstrukcje, powiedziała łagodnie, jakby chciała uratować umykającą w rozmowie kobiecość. – Nie. Zrobiłabym tatuaż, taki po całości. Powiedziałam. Cycki? Rekonstruować? Nigdy nie były jak te na rozkładówkach Playboya. Raczej figlarne, może fikuśne, choć mąż lubił – pasowały do dłoni.

Pomacaj się
Monika, fot. MOOi Studioa

Od 16. roku życia miałam do nich dystans. Macałam się po nich, pytając – zrobicie mi to? Kilka miesięcy po tej rozmowie dostałam skierowanie na mammotomię – usunięcie trudno dostępnej, znalezionej na USG i potwierdzonej mammografią, zmiany w prawej piersi. Jednak już w szpitalu, przy Roentgena w Warszawie, lekarze zdecydowali wbrew zdrowemu rozsądkowi i zaleceniom, wskazującym na wysokie ryzyko raka złośliwego z powodu obciążeń w rodzinie, że nie wytną tej niewielkiej, bo kilkunastomilimetrowej zmiany. Nie dadzą jej do badania histopatologicznego, które jako jedyne mogłoby zdiagnozować chorobę.

Szczupła jest pani, wysportowana, a takie zmiany ma każdy. Niech pani obserwuje! – tak mówili. Szczęśliwa, że jestem zdrowa, zrobiłam pierwszy tatuaż, na prawej ręce. Zgłaszałam się co pół roku, ale w końcu powiedziano, żebym przestała. Po ostatniej wizycie, w marcu 2017 roku, określono że jestem zdrowa, zmiana powiększyła się o dwa milimetry – niech pani tak często nie przychodzi. Gdy w sierpniu zawieziono mnie do bielańskiego szpitala i wspaniała doktor neurolog przebadała mnie od stóp do głów w poszukiwaniu źródła koszmarnego bólu prawej strony człowieka i niemożności chodzenia, znalazła mały guzek pod pachą. Nic bolącego, ani przeszkadzającego. Ciut większy węzeł chłonny. Czasem, przy przeziębieniu, czy menstruacji powiększają się u każdej z nas. Ale warunkiem operacji kręgosłupa i przywrócenia mi zdolności chodzenia, była zgoda od mojego onkologa. Nie poszłam tam, gdzie czułam się jak intruz. Przypomniałam sobie, że mojego teścia ratowali onkolodzy z innego ośrodka i tam się udałam.

Pomacaj się
Monika, fot. MOOi Studio

Gdy dwa miesiące później w prezencie urodzinowym usuwano mi wartownika do przebadania oraz kolejne węzły, wyniki niby mnie nie zaskoczyły. Przerzuty raka piersi do węzłów. Zajęte wszystkie, złośliwy. HER dodatni potrójnie. Natychmiastowe radykalne leczenie schematem: chemie czerwone, biała, mastektomia z usunięciem reszty węzłów, radioterapia. Bardziej byłam wściekła i rozżalona, że ktoś niefrasobliwie podchodząc do pacjenta, zniszczył te lata pilnowania sprawy. Można było zmianę usunąć w jak najwcześniejszym stadium, gdy leczenie nie daje tak niefajnych skutków ubocznych. Gdy nie ma takiego lęku o życie zagrożone przerzutem. Ale dobry wkurw nie jest zły. Nie tylko przeszłam to wszystko, przy wielkim wsparciu rodziny, przyjaciół i kompletnie nieznanych osób, które szybko stawały się bardzo bliskimi. Postawiłam też na swoim – pod hasłem nie cyckaj się. Nim mastektomia prewencyjna weszła do pakietu zabiegów refundowanych, mądry chirurg, którego wspierała w decyzji sympatyczna pani psycholog (no przecież nie mnie), usunął mi chorą i zdrową pierś.
No i popatrzcie, nie trzeba mieć cycków, by być kobietą. I wołam do Was, bez względu na płeć: Macajcie się, samobadajcie, rak to nie wyrok. Żyjmy. Żyjcie!

Pomacaj się… Trzeba chodzić zawsze z podniesioną głową, bo życie jest piękne

Mama i córka, Magda i Gabrysia

Pomacaj się
Magdalena i Gabrysia, fot. MOOi Studio

Magdalena

W 1992 roku miałam wypadek komunikacyjny. Spotkanie „malucha” z tramwajem – cudem przeżyłam. Pomyślałam sobie „no to już tylko czołg dałby mi radę”. Ale nie oczekiwałam, że spotkam się z tak podłym maleństwem, które rosło we mnie, a właściwie w mojej prawej piersi. W roku 1993 wyczułam w niej zmiany, to był guz. Zapisałam się do onkologa, zrobiłam biopsję. Po kilku dniach zgłosiłam się po wynik i usłyszałam ze nic mi nie jest, „proszę przyjść za pół roku”. Spytałam wzburzona: „Jak to za pół roku przecież guz jest guzem”, lekarz powtórzył jeszcze raz, że za pół roku. Wróciłam do domu z myślą co robić, nie zostanę z tym paskudztwem. Ogromne wsparcie dała mi córka Gabriela. Szybkie badanie u pani ginekolog, która zainteresowała się guzem. Skierowanie do przychodni na Ursynów diagnoza i podanie pierwszej dawki chemii. Guz zmalał do 3,5 cm. W lutym 1994 mastektomia w szpitalu Grochowskim. Po operacji znów chemia i wróciłam pod opiekuńcze skrzydła wspaniałych lekarzy w klinice na Ursynowie. Patrząc w lusterko, sama uśmiechałam się do siebie, że teraz mam 3/4 pleców.

Pomacaj się

Kochałam swoje ciało takie jakie było. Skończyły się ferie, wróciłam do pracy. Rano na chemię i na zajęcia. Tak, tak przeszłam metamorfozę: wypadanie włosów, zbieranie ich garściami z poduszki, peruka, proteza piersi itd. W miarę spokojnie żyłam do 1997 r., gdy włożono mi prawą nogę w gips, wymacałam wtedy guzek na zewnętrznej stronie uda. Usunięto raka + 30 cm żyły, na której się umiejscowił. Po raz kolejny.
W 2007 miałam rekonstrukcję prawej piersi. Mogłam nosić kreacje z dekoltem i nie martwić się, że odchyli się stanik z ciężka protezą w środku. W 2014 poczułam, że coś się ze mną dzieje. Zbliżał się termin badań: mammografia, prześwietlanie płuc i badanie krwi jak każdego roku. Nie czekałam, zapisałam się na wcześniejszą wizytę i okazało się ze mój organizm dobrze wczuwał intruza. Mastektomia lewej piersi, a następnie w 2016 rekonstrukcja. Obecnie jestem zakwalifikowana do wymiany obu implantów wypełnionych solą solą fizjologiczną, czekam już trzeci rok. Jeszcze raz zwracam się do młodych dziewcząt i kobiet ….. badajcie się, macajcie się i nie dajcie się pokajać takiemu złemu „maleństwu”.
Żyjcie pełne optymizmu i pozytywnego myślenia, że rak nas nie pokona. Gdy się coś wyczuje, nie ma co rozpaczać tylko trzeba szybko działać. Nie ma co się wstydzić. Trzeba chodzić zawsze z podniesioną głowa, bo życie jest piękne.

Pomacaj się

Pomacaj się…

Gabriela

„Z rakiem byłam „oswojona”. Moja Mama chorowała od wielu lat. Wiedziałam, widziałam, doświadczyłam, ale wszystko z ” boku „. Znałam klinikę onkologiczną, odział raka piersi. Dlatego też badałam się regularnie: USG, mammografia, ale też kontrola na własną rękę. I jestem najlepszym przykładem efektów Akcji Pomacajsie. Wymacałam „go” sama sobie, ot maleństwo, złośliwe maleństwo… W pierwszym momencie odruch, że nie to niemożliwe. Zrobiłam badanie w październiku, był koniec kwietnia. A jednak… Poszłam do mojej ginekolog, pomyślałam: ona się zna, zawsze sprawdzała mi piersi. Po wizycie potwierdziła moje obawy. Coś tam było. Ponieważ nie lubię chorować, zaczęłam działać. Pierwsze SSG, słowa pani doktor: „trzeba to usunąć „i sugestia żeby tego samego dnia zrobić biopsję cienkoigłową.

pomacaj się
Gabriela, fot. MOOi Studio

Miałam czekać tydzień na wynik, po dwóch dniach wiedziałam z czym przyjdzie mi się zmierzyć. Wybrałam lekarza świadomie. Umówiłam się na wizytę, wiedząc dokładnie czego chcę, a chciałam usunąć obie piersi. Przecież można sobie zrobić „nowe” w dzisiejszych czasach. Chylę czoła w podzięce mojej pani doktor, której zaufałam i która mnie „nawigowała „. Miałam szczęście, że guz był mały ok. 1cm, że go sama znalazłam, wymacałam. Miałam szczęście do lekarzy, wspaniałych ludzi wokół. Mam szczęście, że mam taką Rodzinę, że zawsze mogę liczyć na wsparcie moich przyjaciół.

pomacaj się
Gabriela, fot. MOOi Studio

W tym samym roku usunęłam znamię na nodze, które rosło pod skórą. Diagnoza: mięsako – włókniak złośliwy. Wycięłam! W 2018 usunęłam dwa raki. Oba sama znalazłam. Oba wymacane…
Jestem dwa lata po. Żyję, jestem szczęśliwa, rozwijam swoją pasję, mam nadzieję, że jestem zdrowa. Bo badać i kontrolować się trzeba dalej. Dlatego drogie Panie dbajcie o siebie, macajcie się, nie wstydźcie się pytać, dociekać. Rozpieszczajcie się, kochajcie i bądźcie kochane! Cieszcie się małymi rzeczami, żyjcie z całego serca, bo życie jest piękne i tylko jedno.

pomacaj się
fot. MOOi Studio

Pomacaj się… Cieszę się, że nigdy nie zwątpilam w sens marzeń po raku

Aleksnadra

Pomacaj się
Aleksandra, fot. MOOi Studio

Większość osób dotkniętych chorobą nowotworową zapamiętuje moment usłyszenia diagnozy. Miałam 32 lata. Po półtora rocznej przerwie związanej z urlopem macierzyńskim wróciłam do pracy. To był dopiero mój drugi dzień. Po powrocie do domu zjadłam obiad, przytulałam córkę, rozmawiałam z mamą. Nagle telefon, nieznany numer. Odebrałam. Była to konsultantka z Luxmedu, gdzie tydzień wcześniej robiłam biopsję cienkoigłową małego guzka w piersi. Nie myślałam o wyniku. Przecież jestem młoda, niedawno skończyłam karmić dziecko, a jak wiadomo karmienie chroni przed rakiem. Żadnych zachorowań w rodzinie. Oj jak mocno się pomyliłam! „Pani Aleksandro w pobranym materiale znaleziono komórki rakowe”. Nogi się pode mną ugięły, zaczęłam płakać, właściwie wyć. A potem spojrzałam na córeczkę, która była przerażona. Od tego momentu zrozumiałam, że nie mogę pozwolić, by choroba zawładnęła moim życiem i życiem najbliższych.

W pierwszych momentach choroby najtrudniejsze było przekształcenie się w pacjentkę onkologiczną. Walka o zachowanie godności, gdy jest się tylko wyczytywanym numerkiem w tłumie innych, przerażonych osób. Gdy lekarze nie patrzą w oczy tylko w monitor i poświęcają pięć minut. Gdy wszystkim wokół trzeba pokazywać swoje intymne części ciała. Gdy opinie lekarza prowadzącego i konsylium się różnią, głównie dlatego, że prowadzą swoje prywatne wojenki.
Nauka pokory i cierpliwości. Pogodzenie się ze sprawami, na które nie ma się wpływu. Rak to bardzo demokratyczna choroba. Dotyka starych i młodych, biednych i bogatych.

Kilometry korytarzy w Centrum Onkologii. Szary Budynek, który większość osób napawa przerażeniem stał się moim drugim domem. Postanowiłam go polubić. Chwyciłam się kwiatów. Jest ich całe mnóstwo, piękne, egzotyczne, kwitną zimą. Zaczęłam szukać skrótów, by urozmaicić sobie drogę. . Znalazłam optymalną godzinę, na którą chodziłam na chemię, by jak najkrócej stać w kolejce. Miałam swoje rytuały. Rano duże śniadanie w domu, pobranie krwi, pyszna kawa, czekanie na wynik. Kwalifikacja na chemię, flaki w stołówce. Torba z książką, kocem, powerbankiem, słuchawkami, orzechami, piciem (po kilku wlewach nie mogłam patrzeć na wodę, musiałam ją zamienić na herbatę mrożoną). Coś pysznego na deser. Te rytuały pozwalały mi podejść do mojego procesu leczenia zadaniowo. Odhaczałam kolejne chemie, było ich szesnaście.
Ale przede wszystkim rozmowy z pacjentkami pod gabinetem. Trafiłam na wspaniałe osoby, z którymi przyjaźnię się do dziś. Właściwie nigdy nie zadawałam sobie pytania – dlaczego ja? Nie miałam poczucia, że to niesprawiedliwe. Nie różnię się od innych kobiet. W sumie to cieszyłam się, że przytrafiło się to mi, a nie mamie, mężowi, czy dziecku. Ja dam radę, mogę działać. A obserwować cierpienia najbliższych i być bezsilnym to według mnie dużo gorsze uczucie. Najpierw przeszłam przez mastektomię piersi. Musiałam rehabilitować rękę, gdyż zrobił mi się sznur limfatyczny i nie mogłam jej podnieść wyżej niż do szyi.

Pomacaj się
Aleksandra, fot. MOOi Studio

Jak czułam się bez piersi? Starałam się o tym nie myśleć. Traktowałam jako etap przejściowy, jak tylko będę mogła to zrobię rekonstrukcję. To trochę tak jak kobieta obetnie włosy, potem chce jednak zapuszczać i jest etap, że nie wiadomo jak się uczesać, ale i tak się sobie nie podobamy i czekamy, aż odrosną.
Następnie chemia – 4 czerwone. Ich kolor rzeczywiście taki jest. Miałam je co 3 tygodnie. Pierwszy tydzień był bardzo ciężki. Ciągły szum i ból głowy jak po wypiciu znacznej ilości alkoholu. Ból brzucha, okropne zaparcia, grzybica w buzi sprawiająca ból przy jedzeniu i piciu. Powtarzałam sobie, że to chwilowe, ze minie i rzeczywiście tak było.

No i oczywiście utrata włosów. Nie będę ukrywała, że to jeden z najtrudniejszych momentów choroby. To nawet nie chodziło o utratę kobiecości. Spojrzenie w lustro po ogoleniu głowy to moment kiedy z pełną siłą dotarł do mnie fakt, że choruję na poważną chorobę. Bez włosów poczułam się bezbronna, po prostu chora. Łysa głowa u kobiet jest stygmatyzująca, a ja tak bardzo nie chciałam temu ulec. To był kolejny moment, kiedy nie chciałam chorobie oddać sterów w moim życiu. W Sylwestra kupiłam sobie różową perukę. Chciałam rozśmieszyć córeczkę. Gdy ją założyłam, to poczułam się trochę inaczej. Poczułam energię, puściłam muzykę, tańczyłam i śpiewałam. Postanowiłam założyć ją na chemię. Widziałam, że mój uśmiech i energia udzielała się innym i bardzo mnie to cieszyło. Po czerwonej było 12 tzw. białych chemii co tydzień. Tu już kondycja ciała i samopoczucie było dużo lepsze.

Pomacaj się
Aleksandra, fot. MOOi Studio

Myślę, że w wielu sytuacjach, o których myślimy, że są bardzo trudne można odnaleźć trochę dobra. Zależy jak na niae spojrzymy. Doświadczenie choroby pokazało mi, że czasem warto zwiększyć dystans i spojrzeć na sprawy z dalszej perspektywy. Parę miesięcy po ostatniej chemii zaczęłam proces rekonstrukcji piersi. Kilka operacji, wszystkie daleko od Warszawy. Ulga… W końcu możliwość kupowania normalnych staników, bluzek z dekoltami. Swobodne kąpiele w morzu, a nie konieczność uważania na protezę, czy przypadkiem nie wystaje.
Już w trakcie leczenia planowałam egzotyczną podróż w „nagrodę”. Taka perspektywa bardzo mi pomogła. Zdecydowałam się na wycieczkę objazdową po Meksyku. Chcę żyć normalnie bez strachu w tle. Zrozumiałam, co daje mi szczęście, a co je burzy. Chciałabym realnie pomagać ludziom, pokazywać im na własnym przykładzie, że po raku można żyć. Czułam taką potrzebę, by wspierać tych, którzy są w gorszej formie ode mnie, przekazywać swoją wiedzę i doświadczenie.

Zobacz również
Jak wejśc na Kilimandżaro

Czego się nauczyłam? Mam większe zaufanie do siebie i jednocześnie większą akceptację dla ewentualnej porażki. Zrozumiałam, że to moja rodzina, dziecko dają mi największą satysfakcję. Dlatego też postanowiliśmy z mężem, po konsultacji z lekarzami, że rozpoczniemy starania o drugie dziecko. Wiele osób odradzało nam ten pomysł, ale ja czułam, że nasza rodzina jest niekompletna. Lekarze wyrazili zgodę i tak oto spodziewamy się w lipcu synka.
Jeszcze bardziej doceniłam swoje ciało. Lubiłam je owszem. Wiedziałam, że dużo może, ale bycie trzy lata w menopauzie, utrata piersi, włosów, potem ich odzyskanie. A na koniec prawidłowo przebiegająca ciąża jeszcze bardziej uzmysłowiły mi jak jest wspaniale skonstruowane. Po tym wszystkim wierzę, że moja głowa i myśli pomogły mojemu ciału przejść leczenie i odbudować się po nim. Nigdy nie przestawałam wierzyć, że jest to możliwe i tak się też stało. Biorąc udział w kampanii #pomacajsie chciałam pokazać szczególnie młodym kobietom, że rak i ciąża nie muszą się wykluczać. Cieszę się, że nigdy nie zwątpilam w sens marzeń po raku. Dzięki nim czuję, że żyję i się spełniam. Całą rodziną czekamy na narodziny naszego małego wielkiego cudu.

Pomacaj się… W dniu, w którym dowiadujesz się, że masz raka zaczynasz nowe życie

Aneta

Pomacaj się
Aneta, fot. MOOi Studio

Wszystko się zmieniło, od tego dnia nic już nie będzie jak dawniej. Gdy w sierpniu 2018 poszłam do ginekologa na coroczne badania wszystko było dobrze. Piersi czyściutkie nawet przez myśl mi nie przeszło, że za chwilę zacznie się moje prywatne trzęsienie ziemi.
Na początku wyglądało to na zwykły stan zapalny piersi. Kilka wizyt, USG ,antybiotyki, ale diagnozy nie ma. Środek zimy, jadę na zaplanowany urlop. Jest przyjemnie, cieplutko, to ostatnie beztroskie dni mojego życia. Po powrocie kolejne USG, tym razem prywatnie…biopsja…wyniki. 21.01 nie mówiąc nikomu jadę po odbiór. Diagnoza: rak zapalny piersi. Nie wiem jeszcze co znaczy zapalny, ale wiem co oznacza RAK. Teraz wszystko nabiera tempa. Karta Dilo, badania, konsylium. Jest podejrzenie przerzutów do wątroby i kości, kolejne badania. Ufff, wykluczone. Jestem oszołomiona, przerażona. Próbuję sobie wmawiać, że wszystko się uda. Bardzo się boję.

Pomacaj się
Aneta, fot. MOOi Studio

08.03 zaczynam chemię, daję radę, przechodzę ją jak burza. Fizycznie nie czuję się najgorzej. Dużo czytam o moim raczku, walczę z objawami ubocznymi. Trafiam na cudowna grupę Amazonek na FB. Wiem już, że za chwilę będę jedną nich. Nie radzę sobie z emocjami. Psychoterapia i leki są bardzo pomocne. Boję się o siebie, czy dam radę, czy przeżyję, żegnam się z życiem. Spisuję listę rzeczy do załatwienia. Niczego nie planuję. Myślę o córce, że zostanie sama, że nie zobaczę jej jak idzie do ołtarza w białej sukni. Nie jestem gotowa by odejść, ale wiem, że nie mam na to wpływu.

Robi się jakby lżej. Opada pierwszy kurz. Powoli pojawiają się pozytywne myśli. Przecież tyle kobiet zdrowieje, dlaczego mi ma się nie udać. Jestem coraz silniejsza. Bliscy dodają mi otuchy. Nie rozczulam się nad sobą choć tak bardzo boli łysa głowa.W lipcu kończę chemię. Jeszcze słaba, ale szczęśliwa jadę z córką w Tatry. Nabieram sił, bo za chwilę operacja. Jestem z tym pogodzona. Jestem z siebie naprawdę dumna. Znów pojawia się podejrzenie przerzutów, badania, czekanie. Złe myśli powracają, ale teraz umiem już z nimi walczyć. Wyniki są dobre. Jeszcze tylko 4 tygodnie radioterapii i słyszę od swojego onkologa „jest pani zdrowa”- cudowny człowiek. Walczę ze skutkami leczenia i przyjmowanych leków, daję radę i wiem, że już nic nie będzie tak trudne jak ta burza, która właśnie minęła. Jestem silniejsza bardziej niż myślałam. Pokonałam wstyd i nieśmiałość występując w sesji „pomacajsie”.

Kobietko, która to czytasz, kochaj swoje cycki. Bądź świadoma, „pomacajsie”!

Pomacaj się
Aneta, fot. MOOi Studio

Pomacaj się… Daj życiu szansę!

Justyna

Lipiec 2019. Byłam świeżo po powrocie z urlopu. Opalona i wypoczęta. 15 lipca wieczorem, dzień przed pójściem do pracy, smarowałam po wieczornej kąpieli ciało balsamem. Wyczułam go – twardą wisienkę (9 mm) – tuż nad lewą piersią, zaraz pod skórą. Nocowałam wtedy u przyjaciółki. Poprosiłam ją, aby sprawdziła, czy też wyczuwa coś niepokojącego. Potwierdziła. Następnego dnia po pracy wykonałam w prywatnej placówce badanie USG i mammografię. Po dwóch tygodniach odebrałam wynik badania. Nie było mowy o żadnym guzie! A ja wyraźnie czułam go tuż pod skórą. Czułam, że się powiększa! W tym czasie pracowałam dość intensywnie. Wylatywałam na kilka dni i wracałam do kraju na weekendy.W weekend trudno coś załatwić. Czas upływał.

Pomacaj się
Justyna, fot. MOOi Studio

W jednym z tygodników trafiłam na wywiad z prezenterką telewizyjną, która opisywała swoje zmagania z chorobą i systemem lecznictwa. Napisałam do niej wiadomość na Fb i uzyskałam pierwsze porady i słowa wsparcia. W drugiej połowie sierpnia powtórzyłam badanie USG i prywatnie wykonałam elastografię. Guz niepokoił lekarzy. Zalecali wykonanie biopsji gruboigłowej. W tych samych dniach, dzięki jednemu z moich kolegów, trafiłam na spotkanie grupy wsparcia w Fundacji Małgosi Braunek „Bądź”.Tam poznałam wspaniałe osoby, które pokierowały mnie na ostateczną ścieżkę diagnostyczną. Inny kolega polecił mi lekarza swojej mamy. Umówiłam się na konsultację, a następnie w połowie września trafiłam do Centrum Onkologii. Wykonano biopsję.

Pomacaj się
Justyna, fot. MOOi Studio

W jednym z tygodników trafiłam na wywiad z prezenterką telewizyjną, która opisywała swoje zmagania z chorobą i systemem lecznictwa. Napisałam do niej wiadomość na Fb i uzyskałam pierwsze porady i słowa wsparcia. W drugiej połowie sierpnia powtórzyłam badanie USG i prywatnie wykonałam elastografię. Guz niepokoił lekarzy. Zalecali wykonanie biopsji gruboigłowej. W tych samych dniach, dzięki jednemu z moich kolegów, trafiłam na spotkanie grupy wsparcia w Fundacji Małgosi Braunek „Bądź”.Tam poznałam wspaniałe osoby, które pokierowały mnie na ostateczną ścieżkę diagnostyczną. Inny kolega polecił mi lekarza swojej mamy. Umówiłam się na konsultację, a następnie w połowie września trafiłam do Centrum Onkologii. Wykonano biopsję.

Jest maj 2020.
Za mną 16 kursów chemioterapii i operacja. Rozpoczęłam kolejny etap leczenia – miesiąc radioterapii. Przede mną jeszcze cztery chemioterapii uzupełniającej. Możnaby się załamać, ale w ciągu ostatnich ośmiu miesięcy terapii życie pokazało mi zbyt wiele pięknych odcieni, aby teraz go nie cenić.Poznałam swoją siłę! Od dnia biopsji towarzyszy mi i dzieli się ze mną swoim doświadczeniem moja koleżanka wyleczona z raka piersi. Dzięki niej było mi dużo łatwiej przejść tę drogę. Dostałam mnóstwo dowodów kobiecej solidarności, nawiązałam nowe przyjaźnie.

W Ogrodzie Nadziei rozprawiam się z rakiem podczas jogi śmiechu, a onkosiostry to najlepsza grupa wsparcia. Na mojej drodze pojawiły się także Anioły w Centrum Onkologii, których pomoc w procesie zdrowienia i zmaganiach z kulejącym systemem zdrowia jest nieoceniona. Leczenie onkologiczne to proces długotrwały. Ale może też stać się czasem nowego porządku rzeczy, nauką akceptacji siebie w innej odsłonie i z fizycznymi ograniczeniami.

Pomacaj się
Justyna. fot. MOOi Studio

Mam nadzieję, że poprzez udział w sesj „pomacajsie” mogę przekazać innym kobietom po operacjach, że kobiecość, piękno i siła kryją się w naszych oczach, uśmiechu, gestach, duszy – po prostu w nas. I żadne cięcie tego nie zmieni! Nie warto godzić się, aby rak odebrał nam zbyt wcześnie cud istnienia. Daj życiu szansę. Dlatego pomacaj się, wykonaj badania profilaktyczne i z radością chwytaj każdy dzień!

Pomacaj się… Jak to dobrze zrobić?

Samobadanie to podstawowa i najprostsza metoda kontroli zdrowia piersi. Każda kobieta, która ukończyła 20. rok życia powinna regularnie co miesiąc wykonywać samodzielne badanie. Te, które tak robią, są w stanie wykryć guzek wielkości 1 cm. A to oznacza, że same możemy zauważyć zmiany nowotworowe na tyle wczesnym etapie, że są one w pełni wyleczalne.

Samobadanie piersi należy wykonywać kilka dni po miesiączce. Najlepiej ustalić jeden, zawsze ten sam dzień, w którym będziesz badać swoje piersi. Dlaczego? W te dni piersi nie są nabrzmiałe za to miękkie i rozluźnione. Od drugiej połowy cyklu mogą mieć zgrubienia, co jest zupełnie normalne, ale utrudnia wykrycie zmian i wyczucie ich pod palcami.

Pomacaj się
fot. MOOi Studio

Jaka jest twoja reakcja?
Ale Super!
11
Ciekawy
1
Pomocny
1
Smutny
0

© 2019 magazynona.pl - wszelkie prawa zastrzeżone.

Do Góry