Teraz Czytasz
Studiowała w Chinach, zwiedzała Azję

Studiowała w Chinach, zwiedzała Azję

podróże po Chinach

Anna Jaworska studiowała w Chinach kilka lat. Poznała kraj, zwiedzała Azję. W Chinach robiła furorę. Na ulicy ludzi chcieli sobie z nią robić zdjęcia, pokazywali palcem .

Anna Jaworska wyjechała do Chin sześć lat temu, by podszlifować język, który studiowała. Zrobiła studia magisterskie i obroniła pracę w języku chińskim. Zwiedziła połowę Azji, przeżyła mnóstwo przygód, zobaczyła niezwykłe rzeczy.

Choć studiowała w Chinach i podobało jej się tam, to zostać nie chciała, choć urzekło ją pozytywne podejście do życia Azjatów. Uśmiechu – tego najbardziej brakuje jej w Polsce. Może dlatego, że sama jest niezwykle pogodna i ciągle uśmiechnięta.

Studiowała w Chinach z samymi Chińczykami

Tęskni pani za Chinami?

Jeszcze nie, ale podejrzewam, że niedługo zacznę tęsknić. Na pewno będzie mi brakować jedzenia, bo w Polsce trudno znaleźć dobre chińskie potrawy. Z pewnością zabraknie mi także ludzi i ich nastawienia do życia, bo wszyscy są tam dużymi pozytywistami, a w Polsce ciężko jest dostrzec uśmiechy na ulicach. Chińczycy, kiedy napotykają jakiś problem, to potrafią podejść do niego na bardzo dużym luzie.

Jedzenie w Chinach
W Polsce trudno znaleźć prawdziwe chińskie jedzenie

Nauczyła się pani takiego podejścia do życia?

Bardzo się staram podchodzić do wszystkiego z dystansem i uśmiechem.

To pomaga w życiu?

Bardzo, bo ludzie też podchodzą do mnie inaczej.

Wyjechała pani do Chin, żeby podszkolić język chiński i obronić pracę licencjacką.  Myślała pani o powrocie po tym okresie, ale  Chiny wciągnęły panią na dłużej. Co się stało?

Pojechałam tam na ostatnim roku licencjatu, żeby nauczyć się chińskiego. Dostałam stypendium językowe i wróciłam do kraju, żeby obronić pracę licencjacką. W międzyczasie złożyłam papiery

Anna Jaworska na studiach w Chinach. przed swoją uczelnią
Po zdobyciu dyplomu. Anna studiowała z samymi Chińczykami.

na kilku chińskich uczelniach i tak się złożyło, że dostałam się na politechnikę, ale nie na kierunek techniczny, tylko na humanistyczny – studiowałam administrację.  Chciałam nadal szkolić język. Studiowałam z samymi Chińczykami, zajęcia były tylko w ich języku, tak samo jak moja praca magisterska. Nawet promotorem był Chińczyk, więc wszystko robiłam tak jak oni. Bardzo mi to pomogło w nauce języka, bardziej niż inne studia czy kursy językowe. Pracowałam też w wielu miejscach, między innymi jako nauczycielka. Robiłam różne ciekawe rzeczy.

To dlaczego pani wróciła?

Stwierdziłam, że z Chin wyciągnęłam wszystko to, co chciałam. Teraz nadszedł czas na rozwój w Polsce i wykorzystanie umiejętności, które tam nabyłam. Tęskniłam też za rodziną, a ona za mną, więc stwierdziłam, że pięć lat to wystarczająco dużo czasu. Nauczyłam się bardzo dobrze języka, zwiedziłam wiele azjatyckich krajów i przy okazji dużo zobaczyłam.

Kiedy studiowała w Chinach podróżowała po Azji

Gdzie pani była?

Filipiny, Laos, Tajlandia, Indonezja i Wietnam.

Który kraj  najbardziej się pani podobał?

Filipiny.

Bardzo biedny kraj, co jest w nim wyjątkowego?

Ja przede wszystkim zwracam uwagę na to, jacy są ludzie. A tam są jeszcze bardziej pozytywni niż w Chinach. Ogólnie wszyscy Azjaci są bardzo sympatyczni.

A Filipińczycy mają większy luz niż Chińczycy i są bardzo pomocni, życzliwi.

Zwiedzała Chiny i Azję. 
Góry w Zhangjiajiie znane z filmu Avatar
Góry w Zhangjiajiie znane z filmu Avatar

Jak żyją Chińczycy

Co w Chinach najbardziej panią zaskoczyło, może zszokowało?

Nie pamiętam już. Po tych pięciu latach się tak przyzwyczaiłam… Ale myślę, że najbardziej mnie zaskoczyło to, jak bardzo rozwinięty jest ten kraj technologicznie i infrastrukturalnie. Z Pekinu do Szanghaju można dojechać koleją w cztery i pół godziny  – a to jest 1400 km! Każde miasto ma metro i one strasznie szybko się rozrastają. Kiedy ja przyjechałam do Chengdu były dwie linie metra, a w tym momencie jest ich dziesięć, więc w każdy zakątek Chengdu można dojechać metrem. Można też spotkać tam masę budynków wielopiętrowych. Sama pracowałam w takim. Miał 45 pięter, czyli tyle co największe wieżowce w Warszawie, a tam  był to jeden z wielu zwykłych domów, nie najwyższych. A przecież Chengdu to małe miasto.

Wieżowce są w każdym mniejszym i większym mieście, ale miasto które liczy 14 milionów ludzie uznawane jest za małe.

No nie takie małe! 14 milionów ludzi w nim mieszka.

W Chinach to wciąż dosyć małe miasto, w porównaniu np. do Szanghaju, który ma 24 miliony mieszkańców (śmiech).

Ten rozwój technologii związany jest ze szkolnictwem. W szkołach uczy się programowania, robotyki, technicznych przedmiotów?

Jeżeli chodzi o normalne szkoły, to nie. Ale Chińczycy kładą duży nacisk na edukację, więc po szkole dziecko idzie na wiele zajęć dodatkowych, takich jak angielski, balet, lekcje pianina, robotykę, zajęcia plastyczne. Dzieci od rana do wieczora mają szkołę, szkołę i szkołę. Potem na studiach też nauka od rana do wieczora i kiedy oni kończą studia, to nie umieją sobie poradzić w normalnym życiu. Wiele osób nadal mieszka z rodzicami, którzy za nich piorą, gotują czy nawet sprzątają.

Chińczycy kochają markowe ciuchy i operacje plastyczne

A jak Chińczycy podchodzą do mody? Lubią światowe marki, najbardziej znanych projektantów?

Bardzo zwracają na to uwagę. Musi być jakieś wielkie logo i najlepiej jakiejś drogiej marki (śmiech). Uwielbiają Louis Vuiiton, Dolce & Gabana, okulary Ray Ban i wszystkie inne zagraniczne marki.

Ale prawdziwe czy podrobione?

To się zmienia, ponieważ Chińczycy stają się coraz bardziej zamożni i coraz częściej stawiają na oryginały. Są też duże kary za to, że ludzie próbują robić podróbki.

Każdy sobie może pozwolić na noszenie markowych rzeczy, czy tylko najbogatsi?

Oczywiście najbogatsi, ale coraz bogatsza jest też klasa średnia. Mogą oni sobie pozwolić na iPhony czy jakąś torebkę wyżej wymienionych marek.  Oni mają trochę inne podejście do życia i konsumpcji. Wolą  mieć lepsze ciuchy, markowy telefon, a zrezygnować z samochodu i jeździć metrem, albo mieszkać w gorszym mieszkaniu. Wynajętym, a nie własnym. Chińczycy inwestują w siebie. Wygląd jest bardzo ważny. Kobiety więcej inwestują w swoją urodę niż w AGD (śmiech).

Zobacz również
kobiece wyjazdy

Operacje plastyczne są modne?

Tak! Szczególnie operacje nosa i modyfikowanie go na taki europejski. Robią też sobie podwójne powieki, bo oni mają pojedynczą, bez rowka nad okiem. Powiększają oczy. Bardzo modne jest zmienienie podbródka z takiego klasycznego, na kształt litery V, ale jest to bardzo ryzykowny zabieg, ponieważ łamana jest wtedy żuchwa.

Czyli jesteśmy dla nich wzorem ideału?

Tak. Bardzo zwracają uwagę na obcokrajowców. Obserwują cię. Szczególnie jest to dziwne uczucie, gdy znasz język i rozumiesz, że rozmawiają o tobie. Spekulują: „Ciekawe, skąd ona jest?” „Może z Ameryki? Nie, z Rosji chyba”. Obcokrajowiec nie poczuje się tam nigdy, jak u siebie w domu, bo zawsze będzie inny. Dlatego m.in. chciałam też wrócić.

Nie wystarczy uczyć się chińskiego. Najlepiej studiować w Chinach?

Czy w Polsce jest dużo ludzi, którzy potrafią mówić po chińsku?

Jest bardzo dużo ludzi, którzy studiują ten język i który ukończyli filologię chińską,  ale z doświadczenia wiem, że lepiej wyjechać i pobyć trochę w Chinach, ponieważ nie ma porównania z tym, czego nauczymy się w Polsce. Przykładowo:  ja się uczyłam dwa lata chińskiego i gdy pojechałam do Chengdu, to nie potrafiłam się dogadać, bo taksówkarz mówił

w dialekcie syczuańskim.

A Chińczycy mówią po angielsku?

Wszyscy się uczą. Tak jak my mają też w szkole język angielski. Dla nas język chiński jest trudny, a dla nich każdy język obcy wymaga dużej nauki.

Czyli raczej trudno dogadać się po angielsku w Chinach.

Raczej tak. Często problemy są nawet w knajpach z zamówieniem jedzenia.

W Chinach jadła prawie wszystko. Nie ma odwagi spróbować jednego

W Chinach można jeść wszystko. Przysmakiem są świńskie ryjki
Przysmak chiński – świńskie ryjki.

A propos restauracji. Mówiła pani, że chińskie jedzenie jest zupełnie inne od tego, które jemy w chińskich knajpkach w Polsce?

Tak. Ostatnio byłam w jednej z chińskich restauracji i… Nie przypomniało to tego, co jadłam w Chinach. Ale chińskie knajpy w Polsce dostosowują te dania do gustu Polaków, ponieważ nie każdemu smakowałaby prawdziwa chińska kuchnia.

Czy jest coś czego nie miała pani odwagi zjeść w Chinach?

W Chinach nie odważyła się zjeść skorpiona na patyku
Skorpiony na patyku

Cały czas nie mam odwagi zjeść skorpiona na patyku (śmiech).

Anna Jaworska pochodzi z Jarocina. Do Chin wyjechała pięć lat temu. Chciała poznać lepiej język, który studiowała. Wróciła do Polski, by ponownie pojechać do Azji. Studiowała w Chinach na politechnice.

Jaka jest twoja reakcja?
Ale Super!
6
Ciekawy
9
Pomocny
0
Smutny
0

© 2019 magazynona.pl - wszelkie prawa zastrzeżone.

Do Góry