To nie był koncert złożony z największych przebojów. To była opowieść o kobietach, które przez ponad pół wieku współtworzyły historię festiwalu w Jarocina. O artystkach, które odważnie wchodziły na scenę w świecie zdominowanym przez mężczyzn. O przyjaźni, wolności i o tym, że muzyka potrafi łączyć pokolenia.
Pisząc kilka dni temu tekst: “Niesamowity koncert w Jarocinie. Renata Przemyk zaprosiła niezwykłe kobiety”, który zapowiadął koncert, miałam nadzieję, że będzie to wyjątkowy wieczór. Nie pomyliłam się!
Emocje zaczęły się już od pierwszych minut
Renata Przemyk, fot. Maciej Biegański
Wieczór rozpoczął się od drobnych potknięć. Renata Przemyk z uśmiechem przyznała:
- Nigdy nie myślałam, że mogę zapomnieć tekstu. A jednak emocje są tak wielkie, że się zdarzyło.
I właśnie ta szczerość sprawiła, że publiczność od pierwszych chwil była z artystkami. Nie było gwiazdorskiego dystansu. Było wzruszenie, trema i świadomość, że powstaje coś, czego wcześniej po prostu nie było.
Zobacz film i czytaj dalej
Renata powiedziała też słowa, które chyba najlepiej tłumaczą fenomen Jarocina:
- Właśnie dlatego ludzie lubią tu przyjeżdżać, bo tutaj ludzie kochają tych, którzy kochają muzykę.
A potem zaprosiła nas w podróż.
- Będą sentymentalne wycieczki. Będziemy zahaczać o różne epoki, a nawet o różne światy. Będą cudowne kobiety, które były podporą Jarocina. Musiały być silniejsze niż wszystko wokół. Nic nie mogło ich zatrzymać, choć wiele próbowało.
I dokładnie taka była ta muzyczna opowieść.
"Kochana" - hymn kobiecej przyjaźni
Renata Przemyk i Kasia Krzyżaniak, fot. Beata Frąckowiak-Piotrowicz
Usłyszałyśmy największe przeboje sprzed lat. Artystki zaśpiewałay piosenki ze swoich repertuarów, ale też utwory Maanamu, Kasi Nowsowskiej i zespołu Hey i zapomnianego już chyba przez wielu Kosmetyki Mrs. Pinki (przypomniałam sobie jak stałam pod sceną w starym amfiteatrze kilkadziesiąt lat temu;).
Największe wrażenie na mnie zrobił utwór “Zazdrosna” Renaty Przemyk. Przejmujące wykonanie, które sprawiło, że ciarki nie przestawały mi płynąć w ciele. A finałowa, ponad 6-minutowa „Kochana” rozsadziła scenę energią.
Zobacz film i czytaj dalej
To prawdziwy hymn o kobiecej przyjaźni, jak powiedziała Ania Rusowicz.
Kobieca przyjaźń na scenie i w życiu. Czy w tym świecie jest miejsce na solidarność?
Jednym z najpiękniejszych elementów wczorajszego koncertu była wszechobecna, namacalna kobieca energia. Ania Rusowicz otwarcie mówiła o relacji z Renatą Przemyk:
-„Renata jest moją wielką przyjaciółką, a w naszej branży nieczęsto można się przyjaźnić”
-powiedziała po wejściu na scenę, ale Renata Przemyk szybko i celnie to spuentowała:
-„Często, tylko trzeba wybierać właściwe osoby. Ty jesteś tą właściwą”.
Było widać na scenie, że wszystkie artystki łaczy niezykła nić porozumienia mimo różnicy pokoleniowej i też wykonywanej na codzień muzyki.
Koncert “Kobiety Jarocina” pokazał, jak wiele można osiągnąć, gdy nie rywalizujemy, ale “koleżankujemy się”.
Miłość bez wolności? To nie zadziała. Kochajmy siebie!
Anna Rusowicz, fot. Maciej Biegański
Wczorajszy koncert przyniósł także głębokie, dojrzałe przesłanie do wszystkich ludzi, którzy chcą się wiązać i budować relacje. Przemyślenia artystek idealnie rezonują z tym, czego wiele z nas uczy się przez lata.
“Mamy podobne przemyślenia z Renatą odnośnie relacji i wolność, która jest chyba najpiękniejszym uczuciem, na jakie możemy sobie pozwolić, także w relacji”
- powiedziała Ania Rusowicz, a Renata Przemyk dodała:
-Ale jeżeli ktoś nie czuje się wolny, to w związku nie bedzie też szcześliwy. Dlatego dziewczyny chłopaki - kochajmy siebie!
Zobacz film i czytaj dalej
To nie jedyne przesłanie, jako popłynęło ze sceny.
„Stara dusza” i „szalona matka” - artystki o dojrzałości i starzeniu się
Anja Orthodox na koncu koncertu zepsuła sobie but. Pokazuje publiczności. Fot. Maciej Biegański
Bardzoj poruszającymi momentami wieczoru były dla mnie rozmowy o upływającym czasie (jesteśmy w podobnym wieku). Artystki udowodniły, że to, czy się starzejesz, zależy wyłącznie od Twojej głowy.
-To, czy się starzejesz zalezy wyłącznie od ciebie
- powiedziała Renata, ale Ania Rusowicz, która śpiewa m.in. piosenki swojej mamy, przyznała z uśmiechem:
„Ja się na pewno nie zestarzeję, bo ja już jestem stara dusza”.
Prawdziwą bombę rzuciła jednak Anja Orthodox, a jej słowa powinnyśmy zapisać sobie na lodówce i powtarzać każdego ranka:
„Najważniejsze to nie pozwolić zasnąć swojemu wewnętrznemu dziecku, wtedy nie zdziadziejecie. Pamiętajcie o tym. Ja to praktykuję całe życie i bywam nawet dla swoich dzieci ciężarem, jako ta pierdolnięta matka”.
To właśnie w tym tkwi klucz do życia z pasją po 40-tce i 50-tce. Mieć w sobie odwagę do bycia szaloną, nieskażoną konwenansami, dającą sobie prawo do błędów i głośnego śmiechu.
Czas na „Babskie Granie” - kobieca energia przejmuje stery
Katarzyna Krzyżaniak, fot. Maciej Biegański
Wczorajszy wieczór pokazał, że nadszedł czas na zmiany. Przez lata Jarocin kojarzył się głównie z męskim, surowym graniem. Czas dać festiwalowi znacznie więcej kobiecej energii!
Mam nadzieję, że poczujemy już niedługo, o czym szczegółowo pisałam w moim poprzednim artykule „Jarocin Festiwal ma w tym roku niezwykły program. Kobiety zatrzęsą sceną w niedzielę”. Wczorajszy koncert był idealnym przedsmakiem tego, co nas czeka.
Ogromne brawa dla organizatorów za ten projekt, szczególnie dla Tomka Jankowskiego, który go wymyślił i zaprosił do jego ralizacj Renatę Przemyk.
Tomasz Jankowski i Jego Gwiazdy, fot. Michał Skrzypczak, Gmina Jarocin
Brawa dla Niej o wszystkich wspaniałych artystek, które stanęły z nią na scenie za odwagę i wspaniałą realizację. Dałyście mi wiele wzruszeń, radości i przypomniałyście, że prawdziwa, dzika kobieca energia nie ma metryki, a nasze najlepsze lata wciąż są przed nami!
Jarocin Festiwal potrzebował właśnie takiego koncertu. Mam nadzieję, że to dopiero początek
Mam nadzieję, że "Kobiety Jarocina" nie były jednorazowym koncertem. Chciałabym, żeby za kilka lat mówiło się o nim tak, jak dziś mówi się o projektach, które zmieniły sposób myślenia o muzyce. Bo jeśli Męskie Granie mogło stać się marką, dlaczego Jarocin nie miałby mieć swojego kobiecego projektu?
Zobacz i czytaj dalej
Wychodziłam z amfiteatru szczęśliwa. Nie tylko dlatego, że usłyszałam świetne piosenki. Przede wszystkim dlatego, że przez dwie godziny patrzyłam na kobiety, które nie próbowały być od siebie lepsze. Dzieliły się sceną, historiami i wzajemnym szacunkiem. I właśnie to zapamiętam z tego koncertu najbardziej.
Miejmy nadzieję, że projekt ruszy w Polskę, jako stały cykl. Ruszyło Męskie Granie?
Czas na Babskie Granie! Niech koncert “Kobiety Jarocina” wraca na festiwal w kolejnych edycjach.
Napisz, które artystki powinny wystapić na przyszłorocznej edycji projektu "Kobiety Jarocina" - podpowiedzmy organiztorom
PS. Jeśli nie byłyście wczoraj w Jarocinie, nic straconego. Już jutro, 18 lipca, koncert zostanie powtórzony w Zamku Sarny podczas Festiwalu Góry Literatury. Zazdroszczę każdemu, kto tam będzie - bez premierowej tremy to będzie absolutny kosmos!
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.