Reklama

Reklama

Zmusili ją do urodzenia martwego dziecka.

Opublikowano: śr, 3 lis 2021 17:36
Autor: | Zdjęcie: parentingupstream

Zmusili ją do urodzenia martwego dziecka. - Zdjęcie główne

Zmusili ją do urodzenia martwego dziecka | foto parentingupstream

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

ONA I DZIECKO To było piekło. Ania musiała urodzić martwe dziecko. W poniedziałek po południu trafiła do szpitala i dowiedziała się, że córeczka nie żyje. Powiedzieli, że trzeba czekać, aż sama urodzi martwe dziecko. Wywołany w okropnych bólach poród nastąpił w środę nad ranem.

Reklama

Historia, którą opisujemy wydarzyła się 20 lat temu, ale trzeba ją przypomnieć. Szczególnie w dzisiejszych dniach, gdy wszyscy przeżywamy śmierć kobiety, która zmarła w szpitalu w Pszczynie. Bohaterka naszego tekstu - Ania przeszła straszną tragedię, ale miała większe szczęście niż kobieta z Pszczyny. Ania żyje! 

Musiała urodzić martwe dziecko, ale to nie był koniec

Ania jest teraz po czterdziestce. Od tragedii minęło 20 lat, ale nadal nie potrafi spokojnie mówić o koszmarnych dniach, które musiała przeżyć. Swoją historię opowiada z przerwami. Często zapada cisza i długie milczenie. Nie da się przecież opowiedzieć o piekle, które się przeszło. Straciła długo wyczekiwaną córeczkę, musiała urodzić martwe dziecko, ale to nie był koniec. Ten dramat wydawał się nie kończyć. 

Ania bała się porodu

Ania zaszła w upragnioną ciążę dwa lata po ślubie. Nic nie wskazywała na to, że dojdzie do tragedii. Czuła się w ciąży rewelacyjnie. Regularnie chodziła na wizyty, miała robione USG, choć nie tak często, jak wykonuje się je dziś. Lekarz twierdził, że ciąża przebiega prawidłowo. Do porodu zostało dwa tygodnie, gdy nagle...

- Pamiętam, że coś prasowałam, byłam podekscytowana, ale i też zdenerwowana.  Bałam się porodu. Poszłam do łazienki, bo zachciało mi się siku. Wtedy wyleciał mi czop śluzowy, który zapowiadał poród - mówi. 

Nie było słychać bicia serca

Mąż zawiózł Anię natychmiast do szpitala. Przyszedł lekarz, kazał podłączy KTG.

- Nie usłyszałam bicia serca dziecka, spojrzałam na lekarza, który był wyraźnie zaniepokojony Zaczęłam zastanawiać się i przypomniałam sobie, że tego dnia nie czułam ruchów płodu.- opowiada. 

Skupiona twarz lekarza, który robił badanie USG nie zapowiadała nic dobrego. Pojawiły się krople potu, ręce zaczęły się trząść. Zawołano innych lekarzy. Wszyscy badali Anię i wyszli. Została sama z panicznym strachem. To trwało wieczność.

Lekarz, który badał Anię jako pierwszy wrócił i powiedział, że jest mu przykro, ale córeczka nie żyje.

- Zaczęłam wyć, to nie był płacz, to było wycie. Nie dowierzałam, mówiłam „to niemożliwe”. Nie mogłam się uspokoić. Nie pamiętam, czy dostałam leki uspokajające, ale czułam się jak na haju … wszystko wirowało… myślałam, że spotkało mnie coś najgorszego w życiu

Krzyczała z bólu

Ale to był początek gehenny. Ani powiedziano, że dziecko musi urodzić siłami natury, bo w takim wypadku nie wolno przeprowadzać cesarskiego cięcia. Podano jej leki na wywołanie akcji porodowej. Teraz walczono o jej życie

- Tyle że ja nie miałam siły na tę walkę. Pojawiły się bóle. Miałam trudności z rozwarciem szyjki macicy. Zaaplikowano jakiś żel, potem przystąpiono do masażu, który był bardzo bolesny. Krzyczałam z bólu. 

Ania urodziła martwą córeczkę w środę. Nie chciałam jej zobaczyć. Nie byłam w stanie.  - Bałam się jej widoku, bałam się tego jak wygląda! Nie wiem co się potem działo. Po prostu nie pamiętam. 

Ania rozpadła się na kawałki

Ocknęła się w szpitalnej sali. Teraz zaczął się kolejny dramat. Obok niej na łóżkach leżały kobiety w zaawansowanych ciążach. One czekały na poród. Z ich brzuchów zwisały kable od KTG, a w głowę Ani wbijał się przeraźliwy stukot. Wiedziała dobrze, co oznaczał. To było bicie maleńkich serduszek, bicie, którego lekarz nie słyszał u jej córeczki.

-  Byłam zmuszona słuchać bicia serca ich dzieci. A ja nie miałam sił, żeby wyjść, chociaż na korytarz. To był koszmar!

Nikt nie zawołał do Ani psychologa, nikt nie pomógł przejść tych najgorszych chwil. Ania rozpadała się na kawałki. Nie wzięła udziału w pochówku córeczki. Trafiła do psychiatry, brała leki.- Musiałam poradzić sobie z żałobą i pożegnać się ze swoją córką, której nawet nie zobaczyłam. O to też miałam do siebie pretensje, że jej nie przytuliłam - mówi ze łzami w oczach

Dlaczego córeczka Ani umarła?

Po porodzie okazało się, że córeczka Ani była bardzo malutka, za to łożysko ważyło więcej niż ona. -To były zaburzenia rozwoju łożyska. Ono odbierało dziecku wszystko. Dziś wiem, że można to było leczyć - mówi Ania.

Ania urodziła zdrowego synka

Ta historia ma szczęśliwe zakończenie, choć droga do niego była bardzo długa i trudna. Po roku od tragicznego porodu Ania zaszła w kolejną ciążę. Niestety, poroniła. Przyszła kolejna depresja i problemy w małżeństwie. Udało się jednak przetrwać najgorsze. Po 20 latach, mając 40 lat Ania z mężem zdecydowali się na trzecią ciążę. Na świat przyszedł zdrowy synek.  

Rok temu na polskie ulice wyszły kobiety, by walczyć o swoje prawa. 

  • Czy to miało sens? Czy protesty coś zmieniają? 
  • Czy dziś, my kobiety, znów poinnyśmy protestować?  Piszcie w komentarzach

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (12)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • miesiąc temu | ocena +6 / -1

    qwert

    Niezłe fikołki dziennikarskie aby na siłę powiązać tragedie ludzkie związane, z niestety nie zawsze dobrze kończącym się przebiegiem ciąży z wulgarnymi protestami niektórych kobiet.

  • miesiąc temu | ocena +3 / -0

    Paulina

    W gostyńskim szpitalu bez zmian, nadal kobiety po poronieniu leżą z kobietami w ciąży, brak psychologa, traktowanie jakby nic się nie stało, zero empati

  • miesiąc temu | ocena +9 / -0

    Lala

    Odgrzewance ....

  • miesiąc temu | ocena +7 / -5

    jarock

    Pani Redaktor ! Jeśli pisze Pani na dany temat to warto to robić merytorycznie a nie wybiórczo ( mam na myśli ochronę życia).

  • miesiąc temu | ocena +11 / -4

    Miller wzór do naśladowania dla Popapranej komuny jarocińskiej

    No i mówicie , że to wina PIS-u a 20 lat temu rządziły komuchy te same , które dzisiaj są wzorem dla oleksy i jej podobnych i też traktowano kobiety jak worki na ziemniaki.

  • miesiąc temu | ocena +6 / -1

    Aniela

    20 lat temu w Rawiczu znieczulica na porodówce.docinki położnej na sali porodowej.to się pamięta do dziś.dobrze że się pozwalniali .

  • miesiąc temu | ocena +5 / -7

    ...

    Do dziś w szpitalu w Jarocinie nic się nie zmieniło . Nadal znieczulica . Nadal kobiety poporonieniu nie otrzymują pomocy .

    • miesiąc temu | ocena +1 / -1

      M.

      Tak to prawda szpital to znieczulica i zero podejścia do pacjentek 😢

    • miesiąc temu | ocena +3 / -0

      Igi

      Nie prawda jeśli ktoś chce może porozmawiać z psychologiem

    • miesiąc temu | ocena +5 / -0

      Gg

      Ja pamietam 12 lat temu jak trzymali kobietę po poronieniu z kobietami w ciąży wiec to się chyba ciagle dzieje ! Zero empatii

    • miesiąc temu | ocena +2 / -3

      Kinga

      Dokładnie jest tak jak pani pisze.

    • miesiąc temu | ocena +0 / -7

      ...

      Po pornieniu *