- Florence + The Machine przyciągnęła tłumy do Tauron Areny w Krakowie
- “Czułam, jak moje ciało staje się miejscem walki, a nie domem” - mówi Florence
- Kobiecy krzyk i solidarność: Nie jesteś w tym sama
- Krzyk czarodziejki Florence ma uzdrowieńczą moc
- Czego uczy nas Florence Welch: “Twój ból ma prawo zostać wysłuchany”.
To był mój szósty koncert zepsołu Florence + The Machine, jakże inny od poprzednich. Pewnie byłabym zła, że nie zagrali więcej hitów, gdybym wcześniej nie przeczytała wywiadu z artystką w The Guardian. Wiedziałam, że trasa Everybody Scream to krzyk bólu i rozpacz po dramatycznych przeżyciach.
Florence + The Machine przyciągnęła tłumy do Tauron Areny w Krakowie
Tauron Arena w Krakowie wypełniona była po brzegi fankami i fanami boskiej Florence. Większość osób ubrana na czerwono, niektórzy w wiankach i z brokatem na twarzy. To od dawan element rozpoznawczy artystki, ale nie tym razem. Florence zamieniła swoją zwiewną białą sukienkę na krwistą czerwień.
Mroczna muzyka, stroboskopowe światła, scena osłonięta podświetloną na pomarańczowo olbrzymią płachtą materiału. Rozdzierające krzyki, cienie wijących się kobiet. Emocje sięgają zenitu, krzyki i piski publiczności i nagle przeszywający dźwięk. Płachta znika, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdźki.
Spod sceny wychodzi Ona. Pojawia się, niczym duch spowity mgłą. Wygląda, jak tajemnicza postać wiedźmy. Rozpościera ręce i unosi je do góry. Ostre dźwięki przeszywają Arenę, to tytułowy utwór ostatniej płyty: "Everybody Scream". Na scenie pojawiają się tancerki i tancerze w czarnych sukniach. To początek magicznego widowiska, które wciąga swym niesamowicie mrocznym klimatem.
“Czułam, jak moje ciało staje się miejscem walki, a nie domem” - mówi Florence
Tegoroczna trasa Florence + The Machine jest inna, bo i sama artystka jest inną kobietą. W poruszającym wywiadzie dla The Guardian artystka otworzyła się na temat traumy, która niemal odebrała jej życie.
„Straciłam ciążę, która niemal mnie zabiła. To nie był tylko ból emocjonalny, to była całkowita zapaść fizyczna. Czułam, jak moje ciało staje się miejscem walki, a nie domem”
– wyznała artystka.To wyznanie rzuca zupełnie nowe światło na krakowski koncert.
Każdy jej gest, każdy skok na scenie był manifestem powrotu do życia. Dla Florence koncert przestał być tylko show – stał się miejscem, gdzie może wykrzyczeć swój ból i spotkać się ze zrozumieniem innych kobiet.
Kobiecy krzyk i solidarność: Nie jesteś w tym sama
Najpiękniejszym momentem wieczoru nie były efekty specjalne, ale ta niewidzialna nić porozumienia między sceną a widownią. Florence zwraca naszą uwagę na coś, co wiele z nas czuje na co dzień – bagatelizowanie kobiecego cierpienia.
„Jest w tym coś głęboko zakorzenionego w seksizmie – sposób, w jaki ból kobiet jest ignorowany lub umniejszany. Musiałam walczyć o to, by usłyszano, że umieram”
– czytamy w The Guardian.W Krakowie ta walka zamieniła się w zwycięstwo.
Florence podkreśla w wywiadzie, że jej koncerty to teraz „rytuały solidarności”. Kiedy krzyczy do mikrofonu, nie robi tego tylko dla siebie. Robi to dla każdej z nas, której kiedykolwiek powiedziano, że jej ból jest „histeryczny” lub nieważny. To przesłanie jest niezwykle ważne dla nas wszystkich.
Krzyk czarodziejki Florence ma uzdrowieńczą moc
Styl Florence od lat nawiązuje do estetyki eterycznej czarodziejki. Jednak w Krakowie te „czary” miały głębszy sens. Zwiewne suknie i taniec przypominający trans to jej sposób na odzyskanie kontroli nad własnym losem.
„Przez długi czas uczono mnie, że kobiecy krzyk jest czymś, co należy uciszyć. Ale po tym, co przeszłam, krzyk stał się moją jedyną drogą do wyzdrowienia”
– mówi Florence.
Choć mogło brakować nam kilku hitowych utworów, to, co dostałyśmy w zamian – intymność i autentyczność – jest o wiele cenniejsze. Florence przekazuje nam, że każda z nas ma w sobie taką „czarownicę” – kobietę intuicyjną, która potrafi podnieść się z największego upadku. Wyszłam z Tauron Areny nie tylko zadowolona i udochowiona, ale przede wszystkim silniejsza.
Oczywiście Florence zagrała kilka znanych utworów i rozgrzała tym publiczność do czerwoności.
Czego uczy nas Florence Welch: “Twój ból ma prawo zostać wysłuchany”.
Florence uczy nas, że cierpienie to nie powód do wstydu, a nasz krzyk nie jest "histerią" – jest formą uzdrowienia.
Ciało to Twoja świątynia, nie pole walki. Po traumatycznych przeżyciach zdrowotnych artystka pokazuje, jak na nowo pokochać siebie i odzyskać kontrolę nad własnym losem.
Solidarność to nasza supermoc. Kiedy jedna kobieta opowiada swoją historię, daje odwagę tysiącom innych. Razem tworzymy wspólnotę, której nie da się złamać.
“Everybody Scream” nabrało dla mnie innego znaczenia.
W materiale wykorzystałam fragmenty wywiadu z The Guardian : Rebecci Nicholson: “The closest I came to making life was the closest I came to death’: Florence Welch on sexism, screaming and the lost pregnancy that nearly killed her” ,
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.