Przypominam swój feleiton, który wywołał burzę. Temat nadal aktualny, więc warto przeczytać. Liczę też na Twój komentarz.
Ostrzegam! Czytanie testu może nieźle namieszać w głowie i zdenerwować;) Moja koleżanka po jego przeczytaniu wkurzyła się bardzo i załamała jednocześnie.
- To ja tu cały czas myślałam, że najważniejsze jest być niezależną kobietą, pracuję jak dzika, a ty mi tu piszesz takie rzeczy? Jak ja głupia byłam. Trzeba było zostać kurą domową!
- krzyczała do słuchawki telefonicznej.
- Najgorsze jest to, że już za stara jestem, żeby to zmienić
- rzuciła na koniec.
Tekst nie jest wymyślony. Napisałm go na podstawie tego, co usłyszałam u fryzjera i nie tylko.
Kura domowa jeździ na lepsze wakacje
Koleżanka Uli na pytanie czym się zajmuje, odpowiada: “Jestem kurą domową”.
- Ta kura domowa była już w tym roku trzy razy na wakacjach, a mnie, choć pracuję, nie stać na wyjazd - złości się Ula.
Facebook nie sprzyja dobrym relacjom międzyludzkim. Bez umiaru wrzucamy piękne fotki z wyjazdów:
“Buziaczek z mężem na tle skąpanego w morzu zachodzącego słońca”. “Radosne dzieci, które skończyły właśnie kurs płetwonurka na Zanzibarze” i wreszcie ona
- kura domowa - cudownie opalona, w białym stroju od Gucciego wyłania się z lazurowych toni i uśmiecha się prosto w twarz spracowanej Uli.
Kury domowe mają wszystko
Ula zna kilka “kur domowych”. Wszystkie są lepiej ubrane, kupują drogie perfumy w największych flakonach, jeżdżą “wypasionymi furami”. Nie przepracowały w swym życiu ani godziny.
Ona od poniedziałku do piątku spędza osiem godzin za biurkiem w urzędzie. Czasem obsługuje “kury domowe”.
Zazdrości? trochę tak, czy chciałaby być “kurą domową”? - raczej nie. Nie wyobraża sobie, by mogła po prostu tylko ładnie pachnieć, ale jednak coś ją uwiera i boli trochę, gdy “kura domowa” znowu jest lepiej ubrana od niej i chyba szczęśliwsza.
Mąż zdziwony, że fryzjer kosztuje tylko 300 zł
Kurę domową utrzymuje mąż. Pewnego razu przyszedł zapłacić za swoją żonę do salonu fryzjerskiego. Fryzjerka mówi: “- 250 zł”, a on robi wielkie oczy. Pani tłumaczy, że kwota taka duża, bo było farbowanie, cięcie i mycie.
- Ale dlaczego tak mało? Żona zawsze brała 600 zł - odpowiada zdziwiony mąż.
Przyszedł zapłacić za żonę, bo zauważył, że obojętnie, ile jej da pieniędzy ona i tak wszystko straci. Nie, że jej żałuje. Proszę bardzo on za wszystko chętnie zapłaci, ale ma wrażenie, że cała kasa, jak woda w piach.
On daje, a ona wszystko wydaje. Reszty nigdy nie przyniesie. Dlatego teraz, zamiast dawać, postanowił sam płacić za przyjemności żony no i u fryzjerki trochę się zdziwił.
Ula się zawsze pociesza, że lepiej mieć pracę, bo przecież mąż może zamienić kurę domową na inny model i nie będzie na drogie ciuchy i wakacje.
Kura zostanie sama, bez pracy, kasy i emerytury. Co wtedy?
Być może nic, bo przecież “kura domowa” mogła nie wydawać wszystkich pieniędzy.
Po prostu, każdą dostaną złotówkę od męża odkładała na gorsze czasy i … na fundusz emerytalny.
A ty co o tym sądzisz? Dobrze być kurą domową? - Pisz w komentarzu
Jeśli chcesz do nas napisać felieton lub inny tekst, zapraszamy. Napisz na [email protected]
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.