reklama

Magdalena Szwarcbart pracowała przy wielu oscarowych produkcjach. Teraz opowiada o filmie “Dom Dobry”

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Magdalena Szwarcbart pracowała przy wielu oscarowych produkcjach. Teraz opowiada o filmie “Dom Dobry” - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
ONA MA MOCMagdalena Szwarcbart pracuje z najlepszymi reżyserami z całego świata. Trzy filmy, w których ma credit casting, dostały Oscara. Osiągnęła niezwykły sukces, ale nie lubi się tym chwalić. W tej rozmowie opowiada przede wszystkim o tym, jak trudna była praca przy filmie “Dom Dobry”.
reklama
reklama

Magda Szwarcbart niechętnie udziela wywiadów. Nie lubi mówić o sobie, dlatego w naszej rozmowie chwali przede wszystkim innych: reżyserów, aktorów. Zdjęć z planów filmowych nie ma. Nie fotografuje się też z reżyserami i aktorami. Kiedy proszę o zdjęcie, wysyła fotkę z wakacji. Polskie morze to ulubione miejsce, gdzie odreagowuje stres z planu filmowego. A czasem jest on ogromny. Magda opowiada w naszej rozmowie również o tym.  Zapraszam Cię do niezwykłej podróży po filmowym świecie z niesamowicie ciepłą i życzliwą przewodniczką.

O nagrodach 

Gdzie obejrzałaś film “Dom Dobry”? Poszłaś sama do kina, bo wiem, że czasem tak robisz, czy byłaś na premierze?

reklama

Widziałam ze dwie albo trzy wersje montażowe, ale cały film obejrzałam w Gdyni na festiwalu - podczas pokazu premierowego.

To jest, twoim zdaniem, dobry film? Pytam o to, bo w Gdyni nie dostał Lwów.

To dla mnie nic nie znaczy. Wojtek nigdy w Gdyni nie dostał Złotych Lwów, ale to, czego nie dostawał w Gdyni, rekompensowały mu Orły. Różnica polega na tym, że w Gdyni jest kilkuosobowe jury i werdykt jest wynikiem gustów tego jury. A Orły to jest cała, licząca około 1000 osób, Polska Akademia Filmowa i wszyscy filmowcy w tej akademii głosują na to, co ich zdaniem jest najlepsze. Jedyna nagroda, jaką Wojtek w tym roku dostał w Gdyni, to była nagroda Dyskusyjnych Klubów Filmowych, czyli fachowców - amatorów, którzy poznali się na tym filmie. Uważam, że to piękna  nagroda.

reklama

Ale aktorom chyba było przykro, że nikt nie docenił ich w Gdyni?
Na śniadaniu podeszła do mnie Agata Turkot, która grała główną rolę w “Domu Dobrym” i była bardzo, bardzo zawiedziona. Przez kilka dni wszyscy ją pompowali, mówili jak świetnie, a nagrody nie dostała. Nie ona pierwsza była w takiej sytuacji. 

Na szczęście na Warszawskim Festiwalu Filmowym była nagroda specjalna dla głównej obsady filmu.

Od międzynarodowego jury. To bardzo dużo znaczyło dla Agaty i Tomka. Zwłaszcza po tym “prysznicu” w Gdyni.

Tak sobie myślę, że to też dla ciebie nagroda, bo to ty ich wybrałaś.

Nie! Absolutnie nie, to ich nagroda! Ja nie potrzebuję takich nagród. Nie mam potrzeby brać cudzych wyróżnień, mam swoje poletko. 

reklama

To, co jest dla ciebie nagrodą?

Jak to wszystko razem się skleja, jak jest dobre dla filmu. Jak reżyser nie dzwoni do mnie i nie mówi: "Słuchaj, dałaś mi takiego głąba, że nie mogę z nim pracować". 

Zdarza się tak? 

Czy tak się zdarza? Nie, nie zdarza się, ale mam pod czaszką ten lęk. (śmiech) Czasem jest tak, że film był trudny i bardzo mnie sponiewierał, ale summa summarum, jeśli on komuś coś zmieni, to warto było. Myślę, że bardzo dużą nagrodą są dla mnie zaproszenia do Akademii: Polskiej, Europejskiej i Amerykańskiej, bo tam nie możesz się sama zapisać. Muszą cię tam zaprosić. Grono ludzi ze świata filmowego zdecydowało, że moja praca jest warta takiego prestiżu. Trzy filmy, w których mam credit casting, dostały Oscara. A właściwie cztery Oscary, bo nie pamiętam, ale Stefek chyba dostał dwie statuetki za “Listę Schindlera”. Potem była “Zimna Wojna”...

I teraz “Strefa Interesów”

Tak. Jonathan Glazer odebrał Oscara za najlepszy międzynarodowy film. Kiedy słuchałam jego przemówienia podczas rozdania nagród, pomyślałam sobie, że to niezwykły przywilej pracować z takimi ludźmi. Nie mam potrzeby być bardziej nagradzaną. Na premierze w Złotych Tarasach było zdjęcie grupowe. (Boże, co za pomysł na tej ściance), duża ekipa i miejsca mało, więc ja zaczęłam się wycofywać. I nagle Andrzej Konopka mnie złapał i mówi - “Chodź, kobieto cienia”. I w sumie miłe jest to, że jesteś częścią czegoś większego. Wiesz, że masz tam swoje miejsce. Dobrze się w nim czujesz, bo to cały chyba sens życia na tym polega, prawda? Żeby się poczuć dobrze sama ze sobą, w miejscu, w którym jesteś. A nie żeby … (cisza).  Zawsze ktoś jest ważniejszy, zawsze ktoś ma większy jacht, większe konto. Można się zakręcić, ale po co, jak masz wystarczająco?

O aktorstwie

Lubisz być kobietą cienia.

Tak, absolutnie tak. Nienawidzę, jak jest na mnie skierowany obiektyw. Dostaję od razu tzw. sztywności ciała. W filmie Małgośki  Szumowskiej i Michała Englerta “Kobieta z …” od początku słyszałam, że powinnam coś zagrać. Ja nie chciałam, ale posypała mi się obsada i w końcu wystąpiłam jako sędzia. Wykułam na pamięć tekst, bo wcześniej usłyszałam, że jeden aktor się nie nauczył, a ja to biorę od razu do siebie, więc ja na blachę swój tekst i wyklepuję, rozumiesz?  Jestem w tym filmie po prostu sparaliżowanym kawałkiem drewna. Nienawidzę tego.

A wiesz, że na stronie filmweb.pl jest wpis: “Magdalena Szwarcbart, polska aktorka, urodzona w 1960, znana z filmu: “Kobieta z…”? 

O rany, koszmar!

Dlaczego koszmar, może powinnaś spróbować stawać częściej przed kamerą?

Miałam już takie epizody w kilku filmach. Nawet kiedyś John Malkovich mi pogratulował i powiedział: “Ty powinnaś być aktorką”.

A widzisz.

Ale nie, absolutnie nie! Pewne rzeczy się wie. Jest tylu ludzi wykształconych w tym zawodzie, tyle kobiet, które czekają na swoją szansę, nie widzę powodu, żeby im pracę zabierać.

O filmie "Dom Dobry"

A kiedy czytałaś scenariusz “Domu Dobrego”, to wiedziałaś od razu, kto w nim zagra? Zobaczyłaś bohaterów?

O Agacie wiedzieliśmy od razu. Poznałam ją, jak szukałam głównej bohaterki do “Wołynia”. Agata wówczas była w szkole filmowej w Łodzi. I już wtedy mi się wydawała bardzo fajna, ale Michaśka miała lepsze warunki fizyczne do tej postaci. Wojtek poznał ją w drugim “Weselu”, gdzie zagrała Leę i właściwie, jak przysłał mi  scenariusz “Domu Dobrego”, to już wiedział, że Agata jest na pokładzie. Szukaliśmy dla niej Grześka. Na zdjęciach próbnych był kwiat polskich aktorów, szukaliśmy kogoś, kto będzie najlepiej współpracował z Agatą. Od początku, po obejrzeniu próbnych zdjęć, chciałam, żeby to był Tomek. No i wszyscy mówią, że on jest idealnie w punkt trafiony. 

Jestem wielką fanką Tomka od filmu “Chrzest ”. Narzędzia aktorskie na światowym poziomie, a jednocześnie jest bardzo fajnym człowiekiem. I to też był bardzo ważny argument dla Wojtka, który jest niezwykle wrażliwym reżyserem i wiedział, że tak trudna rola dla Agaty wymusza wybór partnera. Mówiąc otwartym tekstem, są aktorzy egoiści, którzy grają na siebie i nawet trudno ich za to winić, bo może to robią podświadomie, ale Tomek jest ich przeciwieństwem. Jest ciepłym, wrażliwym, myślącym facetem. On, tak jak inni wspaniali aktorzy w tym filmie, zgodził się wykonać taką rolę służebną w stosunku do tematu. 

Jestem im bardzo wdzięczna, że swoim talentem i wrażliwością służą sprawie.

Pytałam na początku rozmowy, czy “Dom dobry” jest filmem dobrym i w sumie nie odpowiedziałaś mi na to pytanie?

Uważam, że to jest reżyserski majstersztyk, ale mnie jest trudno złapać dystans. Od ponad 20 lat pracuję przy każdym projekcie Wojtka i jestem świadkiem jego pracy: tych wersji scenariuszy, tego drążenia, poszukiwania, dokumentowania, całego takiego niezwykle uczciwego procesu, jaki on przeprowadza pisząc scenariusz. A jednocześnie w tym filmie wykazał się też mistrzostwem  reżyserskim, to jak poprowadził aktorów, inscenizację, co się dzieje w głowie bohaterki,  że mogą być dwie drogi…
Tam jest gęsto, jak zwykle zresztą w filmach Wojtka. I to  dla wielu widzów jest trudne na raz do przejścia.

A wiesz, że po seansie, na którym ja byłam, podchodziły do mnie kobiety i pytały, jak ten film się właściwie skończył? 

A, no właśnie. Bo nie “zobaczyły” tej sceny, w której jedna filmowa Gośka, leży, a druga Gośka wstaje z tego łóżka, prawda? I tego momentu, w którym rozchodzą się dwie wersje losów. Jeden, mówiąc najprościej, jest pozytywny, drugi negatywny.
Dlatego DKF-y dały nagrodę, bo się poznały na tym,  trzeba sobie zadać trud uczestnictwa w tej historii i dać taką uważność.

Jeśli jeszcze nie widziałaś filmu "Dom Dobry" zobacz zwiastun, a potem przeczytaj dalszy ciąg rozmowy, który znajdziesz pod wideo.

O Wojciechu Smarzowskim

Jest to jednak bardzo, bardzo trudny film. Niektórzy zarzucają epatowanie okrucieństwem, mówią o horrorze.

Bardzo łatwo jest wpaść w takie tony, że oburzająca jest pornografia bólu i bla, bla, i tak dalej, ale Wojtek nie robi tego wszystkiego, by taplać się bez powodu w emocjach. On powtarza, że “musi być powód, żeby kamerę z Robura wyciągać”, możemy cytować Kieślowskiego : "Nieważne, gdzie stawia się kamerę, ważne jest - po co?" Musi być sprawa i sens. I nie uważa się za najmądrzejszego nauczyciela, ale idzie za cytatem ze Stachury: "Świata nie zmienię, ale trąbić mogę". Okej, świat jest taki, jaki jest, ale jeśli ja, robiąc ten film, mogę ocalić, chociażby jedną kobietę, że ktoś ją zauważy, że cierpi, że kogoś  to  poruszy i pomoże, wyciągnie rękę, to już warto, prawda?

A ty mówisz ciągle, że żałujesz, że nie zostałaś lekarką, bo mogłabyś ratować życie. A tu sama widzisz, że filmy, przy których pracujesz, też mogą mieć taką moc.

Ale ja myślałam o mojej pracy, o mojej działce. Na szczęście jestem już w takiej sytuacji, że mogę sobie wybierać, z kim chcę pracować. Praca dla Wojtka jest wielkim przywilejem. Choć pamiętajmy, że scenariusze są napisane tak naprawdę dużo bardziej dosłownie, niż potem to jest sfilmowane. One nie oszczędzają czytelnika, często kończę czytanie z płaczem. Wzdycham sobie wtedy cichutko i myślę, a jakby to teraz tak komedia romantyczna była … ?  (uśmiech) Ale tak tylko przez chwilę , bo zaraz potem jestem mu wdzięczna, że mnie zaprasza do tej podróży, bo chce się dla niego chcieć. 

To bardzo trudne podróże. Czasem się zastanawiam, czy wszystkie filmy Smarzowskiego muszą mieć w sobie tyle okrucieństwa? 

“Szuszu”, czyli Tomek Schuchardt,  powiedział, że reżyser tego filmu to jest taki facet, który zasłania się tą symboliczną siekierą, ale jego serce jest dużo większe i wystaje. Chyba nie spotkałam w swoim życiu człowieka, który by bardziej  chciał tak ciężko pracować,  żeby w ważnej sprawie się odezwać. Nie da się dokumentować “biciorysów”, spotykać z ofiarami przestępstw domowych i nie zbierać tego wszystkiego w sobie. Nie da się tego robić bezkosztowo. Ja często  tylko na zdjęciach próbnych przerabiam trudne emocjonalnie sceny i to wszystko jak gąbka wciągam, i wieczorem ląduję na podłodze. A on chłonie to przez kilka lat. Nie robi tego, bo lubi. Absolutnie nie! To, co go napędza, to przecież jest jego wrażliwość, a nie okrucieństwo. 

O tym czy film może coś zmienić

Czy myślisz, że film pomoże ofiarom przemocy domowej?

Niektórzy  twierdzą, że tak. Jest 30% więcej telefonów do organizacji pomocowych. Nie ma tygodnia, żeby nie ukazywało się kilka artykułów na temat przemocy domowej? Czy to pomoże? Nie wiem. Mogę tylko powtarzać za Wojtkiem, że choćby pomogło się  jednej kobiecie, to już warto. Ale nawet jeśli to nie jest taka “jeden do jeden” pomoc, że kogoś się wyciągnie z jakiejś matni, to powiem górnolotnie, że to jest lekcja społeczna. Ludzie zobaczyli, że może trzeba te oczy trochę szerzej otwierać i trochę odważniej pomagać. Bo my tak lubimy, że nie będziemy się wtrącać, nie? W przypadku ofiar to jest tak skomplikowane, że nie miałabym odwagi się mądrować.

Powody, dla których kobiety zostają w przemocowych związkach, są tak różne - i to nie dotyczy patologii przecież, to nie dotyczy też tylko biedy, to nie dotyczy kobiet, które nie mają wyboru. Ofiarami przemocy są też kobiety wykształcone, świadome swoich praw, mające dobre zawody. Trzeba mieć tylko nadzieję, że skoro tak dużo ludzi chce ten film zobaczyć, to on się promieniście rozejdzie. Z drugiej jednak strony zacytuję Wojtka, bo wiem, że to jest jakiś jego ból. Powiedział:  “Myślałem, że film “Wołyń” pomoże w jakimś wyjaśnieniu historii stosunków ukraińsko-polskich, a nic takiego się nie stało.” Po “Klerze”, który miał trzecią widownię w historii kina polskiego po 1989 roku,  czy coś się zmieniło? No nie. Więc dlaczego mamy nagle oczekiwać, że po tym filmie wszyscy będą aniołami? Nie będą.

O pracy, która kręci

Nie zabrzmiało to optymistycznie, a ja bym chciała, żeby nasza rozmowa się jednak dobrze zakończyła. Zapytam więc może o filmowe marzenia. Przy jakim filmie chciałabyś jeszcze pracować? Na komedię romantyczną Smarzowskiego nie ma co liczyć raczej… 

(Śmiech) No nie!

Fajnie, gdybym jeszcze miała propozycję ciekawej pracy, ale też przyjmuję, że biologia rządzi i, że są nasi następcy, i dobrze, niech pracują ! Ja jestem szczęściarą, bo wróciłam do początku, bo mnie w “kinie”  najbardziej  interesowało oglądanie filmów.  Pamiętam te wyprawy z babcią, mamą i siostrą, do kina Echo w Jarocinie np. na ”Winnetou”. Więc teraz mogę bezkarnie oglądać filmy, a mam nieograniczony dostęp do archiwów akademii filmowych. To jest moja  nagroda.

O! Właśnie przypomniałam sobie, co jest dla mnie nagrodą. Chyba w ubiegłym roku był ogłoszony plebiscyt na “25 najlepszych polskich filmów ostatniego ćwierćwiecza”. Jacyś ważni krytycy wybrali 25 obrazów, a czytelnicy głosowaniem wyłonili pierwszą dziesiątkę. Robiłam casting do połowy z nich. Nagroda widzów.

Ale największy komplement, jaki usłyszałam w pracy, nie dotyczył aktorów, tylko psa. Przy filmie “Róża” pracowałam nie tylko jako casting, ale i drugi reżyser - bardzo to lubię. W scenariuszu była scena, jak bohater grany przez Marcina Dorocińskiego idzie przez mazurskie pola i spotyka psa bez jednej łapy, obaj okaleczeni przez wojnę. To było bardzo symboliczne. Taki skrót, co ta wojna ze światem zrobiła. I jesteśmy już w Olsztynie, a Wojtek mówi, że trójłapka nie będzie, bo nikt nie może go znaleźć, a przecież nie utniemy pieskowi jednej łapki. I ja się wściekłam trochę. Jak to, jak można zmarnować taki dobry pomysł?  Zaczęłam szukać tego psa. Trzy dni później jedziemy na dokumentację, a ja mówię, że o 17.00 musimy być w hotelu, bo przyjadą  trzy pieski trójłapki i Wojtek może sobie wybrać. I taka cisza w samochodzie zapadła. I nagle Wojtek mówi: “Magda, a jak to jest, że wszyscy szukają, a ty znajdujesz?”. Patrzyłam sobie na jeziora taka uśmiechnięta,  to był największy komplement. I to jest prawdziwa definicja mojej pracy, każdej pracy,  że starasz się najlepiej jak umiesz. Tak mnie w domu, w Jarocinie, wychowali. Myślę, że dopóki praca cię kręci to i życie cię kręci.

Byłaś na filmie "Dom Dobry"? Napisz w komentarzu, co o nim sądzisz. Jestem też ciekawa, jak podobała Ci się nasza rozmowa. 

Chcesz czytać więcej takich rozmów. Dołącz do nas na Facebooku lub Instagramie, by nic Cię nie ominęło.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo