Kiedy wchodziłam na salę kinową na seans „Diabeł ubiera się u Prady 2”, podświadomie spodziewałam się tego samego, co w 2006 roku: oszałamiających kreacji od projektantów, ciętego dowcipu i lekkiej, choć mądrej opowieści o blichtrze nowojorskiego świata mody. I wszystko to było, choć pierwsza część pod wieloma względami pozostaje niedoścignionym wzorem. Sequel uderza jednak w zupełnie inne, niezwykle czułe dla mnie, struny. Film był jak zimny prysznic.
To nie jest już tylko film o modzie. To również dramatyczny, choć podany w hollywoodzkim opakowaniu, manifest o śmierci tradycyjnych mediów, narodzinach bezdusznych algorytmów i kryzysie wartości w świecie, gdzie jakość przegrywa z bezwzględną „klikalnością”.
Problem niezwykle mi bliski, dlatego oglądanie nowej odsłony “Diabeł ubiera się u Prady” był dla mnie, jak picie perfekcyjnie zaparzonego, rzemieślniczego espresso - niby to czysta przyjemność dla zmysłów, ale ostatecznie zostawia na języku głęboką, niemal bolesną gorycz.
Miranda Priestly w czasach cyfrowej papki
Zacznijmy od tego, co niezmienne: Meryl Streep jako Miranda Priestly jest po prostu zjawiskowa. Aktorka ponownie wspina się na wyżyny swoich umiejętności, jednak tym razem jej postać nie jest wyłącznie bezwzględną, lodowatą królową. W drugiej części widzimy kobietę zmuszoną do konfrontacji z własną przemijalnością i walką o przetrwanie w nowym medialnym świecie.
Fabuła rzuca nas w sam środek rewolucji. Kultowy magazyn “Runway” chwieje się w posadach, budżety są drastycznie obcinane, a tradycyjny druk przegrywa z internetową pogonią za viralem.
Gdy nad redakcją zawisa widmo przejęcia przez bezwzględnych doradców i technologicznych miliarderów wierzących, że sztuczna inteligencja (AI) zastąpi każdego redaktora, Miranda staje do walki o swoje dziedzictwo. W jej oczach nie ma już tylko dumy; jest tam zimna panika kogoś, kto widzi, jak świat, który współtworzył, bezpowrotnie tonie w oceanie bylejakości.
Obejrzyj zwiastun i czytaj dalej
Syndrom Andy Sachs, czyli zwolnienie przez SMS
Równie mocno uderza wątek Andy Sachs (w tej roli świetna Anne Hathaway). Poznajemy ją jako cenioną dziennikarkę śledczą, która dosłownie w ułamku sekundy, tuż po odebraniu prestiżowej nagrody dziennikarskiej, dowiaduje się wraz z całym zespołem za pośrednictwem wiadomości tekstowej, że właśnie straciła pracę z powodu masowych zwolnień.
Ten moment filmu wywołał we mnie gęsią skórkę. To rzeczywistość, z którą mierzy się dziś tysiące twórców na całym świecie. Pogoń za zasięgami, optymalizacja kosztów, zwalnianie doświadczonych piór na rzecz masowego produkowania generycznych treści pod dyktando botów. Brzmi znajomo?
„The September issue is so thin...” (Wrześniowy numer jest taki cienki...) - to jedno zdanie rzucone przez Mirandę idealnie podsumowuje dramat kurczącego się rynku ambitnej prasy.
Czy w sieci jest jeszcze miejsce na myślenie?
Oglądając starcia bohaterek z bezduszną machiną korporacyjną, nie mogłam przestać myśleć o własnym podwórku. Prowadząc portal dla kobiet, codziennie staję przed tym samym dylematem, który porusza film.
- Czy pisać długi, głęboki tekst problemowy, który wymaga godzin researchu i refleksji, wiedząc, że algorytm może go uciąć?
- Czy poddać się presji i serwować szybką, internetową papkę o niczym, byle tylko zgadzały się odsłony i wskaźniki?
Sztuczna inteligancja, z którą pracuję każdego dnia, napisała mi kiedyś:
“ Twój tekst jest świetny. Masz bardzo dobry styl, ale tak pisało się w 2018 roku”
Martwię się, naprawdę ogromnie się martwię, że jako czytelnicy i twórcy dobrowolnie przesuwamy się w stronę intelektualnego fast-foodu. „Diabeł ubiera się u Prady 2” stawia fundamentalne pytanie: czy to dobry kierunek?
Film brutalnie pokazuje, że rezygnacja z rzetelnego dziennikarstwa na rzecz bezmyślnego klikania prowadzi do kryzysu wartości, a ostatecznie do rozpadu naszej kulturowej tożsamości.
Dlaczego absolutnie musisz iść na ten film?
Choć film, moim zdaniem, nie ma już tej samej lekkości i wigoru co jedynka, powinien być pozycją obowiązkową. To nadal świetne rozrywkowe kino z pięknymi strojami, świetną muzyka i rewelacyjnymi kreacjami aktorskimi.
Idź do kina. Zobacz, jak Miranda Priestly próbuje okiełznać algorytmy. A po seansie porozmawiaj ze mną tutaj, o tym, jakich mediów tak naprawdę chcemy w przyszłości?
Obawiam się, że jeśli nie zaczniemy wspierać jakościowych, mądrych treści, obudzimy się w świecie, w którym nie będzie już czego czytać.
Napisz do mnie w komentarzach pod tekstem lub na adres: [email protected].
Dołącz do nas w mediach społecznościowych. Jesteśmy na Facebooku i Instagramie
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.