Teraz Czytasz
Ona kocha wolność, czyli kobieta na motocyklu

Ona kocha wolność, czyli kobieta na motocyklu

Kobieta na motocyklu to coraz popularniejszy widok. Ciężkie maszyny nie są już zastrzeżone dla facetów. Znaleźliśmy trzy dziewczyny, które opowiadają o swojej miłości do ryczących maszyn. Czy ty też możesz spróbować? Zanim zaczniesz przeczytaj ten tekst.

Motocykl daje wolność. Życie jest piękne gdy czujesz wiatr we włosach. Agnieszka, Monika i Martyna nie wyobrażają sobie, by mogły przestać jeździć. Nie jest to jednak proste i tanie hobby. Oto opowieść trzech kobiet o ich wielkiej miłości życia.

Ona na motorze, czyli co powinnaś wiedzieć zanim zdecydujesz się jeździć?

To dość drogie hobby. Nowy japoński motocykl to od 35-50 tys., cena wzrasta z pojemnością. Używany jednak można kupić w dobrym stanie od 10 tys. Ale jak podkreślają eksperci, na bezpieczeństwie nie można oszczędzać, od tego, co masz na sobie może zależeć twoje życie. Ubranie na motocykl z nie najwyższej półki to około 4-5 tys.

Przy doborze motocykla trzeba pamiętać o kilku aspektach. Po pierwsze musi być dopasowany do umiejętności i sylwetki kierowcy, nie może być za ciężki. Wtedy np. stojąc na czerwonym świetle nie damy rady go utrzymać, przeważy nas. Ważna jest wysokość siedzenia, idealna wtedy, gdy możemy całą stopę postawić na podłożu. Niższe osoby mają z tym problem, to także może utrudniać bezpieczne zatrzymanie.

Zobacz też ONA na stoku, czyli jak przygotować się do jazdy na nartach

Najlepsza fryzura na motocykl

Reklamy, filmy przyzwyczaiły nas do widoku kobiety ściągającej kask po jeździe i rozrzucającej kaskadę pięknych włosów spływających na plecach. Z pięknym makijażem. Według moich rozmówczyń to mit.

Jak jedziesz latem na motocyklu, jesteś spocona. Co tu dużo mówić, czasem po wielu kilometrach można czuć dyskomfort. Z drugiej strony za chwilę może spaść deszcz i mimo odpowiedniego ubrania przemaka ci wszystko – opowiada Martyna. – Nie jest się wtedy specjalnie atrakcyjną.

Generalnie makijaż jest bardzo delikatny, żeby nie spłynął pod kaskiem. Włosy ciasno splecione, w przeciwnym wypadku po skończonej jeździe trzeba poświęcić sporo czasu na rozczesanie kołtunów – mówi Agnieszka.

Agnieszkę miłością do motocykli zaraził chłopak

Agnieszka ma 30 lat, mieszka w małej wiosce w Wielkopolsce pracuje w Inspekcji Sanitarnej.  Od 6 lat ma prawo jazdy na motocykl. Jeździ głównie w sezonie, kiedy jest ciepło. Jej motocykl to Honda CBR, turystyczno-sportowy, kolokwialnie nazywany „plastikiem”, a pieszczotliwie “Honoratką”. Suchy waży 170 kg, ze wszystkimi płynami ok. 200 kg. Waga motocykla była niezwykle ważnym czynnikiem decydującym o jego wyborze. Agnieszka chciała mieć nad nim kontrolę, móc go swobodnie przytrzymać. Jest także wystarczająco niski, by mogła stopami dosięgnąć do podłoża i swobodnie podeprzeć się w czasie zatrzymania np. na czerwonym świetle.

Miłością do motocykli zaraził ją chłopak. Nie mogła zostać „plecaczkiem”, ponieważ jego motocykle, były autorskimi – jednoosobowymi projektami. Zaczęła jeździć sama. Związek się zakończył, miłość do dwóch kółek przetrwała. Znajomi z AGM (Alternatywna Grupa Motocyklowa) stali się z biegiem czasu przyjaciółmi. -Środowisko motocyklistów jest dość specyficzne. Jesteśmy pasjonatami. Trzymamy się razem, łączą nas wspólne przeżycia związane z wyjazdami. Dobrze jest mieć poczucie, że w razie czego masz na kogo liczyć. Możemy na sobie polegać – opowiada Agnieszka.

Jeśli chce pojechać gdzieś dalej, umawia się z innymi przez Internet. W grupie lepiej i bezpiecznej. Ale czasem, jak potrzebny jest jej „odstres”, to po prostu sama wsiada i jedzie, bez planu. – Najlepsze jest poczucie wolności, „czujesz bardziej” wszystko, co cię otacza. Wracasz do domu, pełna energii. Jaką największą prędkość Agnieszka rozwinęła?

” Nie mogę powiedzieć( śmiech) licznik jest w milach. Upadek? – Miałam jeden taki „szlif”, po którym zostały mi ślady i blizny. Jazdę testową na rozpoczęcie sezonu skończyłam ślizgiem i upadkiem. Przeciągnęło mnie po asfalcie. Mam to cały czas w głowie, ale nie zniechęciło mnie. Została jednak nauczka do końca życia Wsiadając na motocykl, zawsze powinno się być kompletnie ubranym w odpowiedni strój. Nawet jadąc po przysłowiowe „bułki”. Ja wtedy nie byłam – opowiada.”

Martyna chciała mieć kontrolę nad motocyklem.

Martyna  prowadzi bardzo aktywny tryb życia, jest przedsiębiorcą. Miłością do motocykli zaraził ją mąż. Zaczęła jeździć jako „plecaczek”, ale poczuła, że to nie dla niej, że musi mieć kontrolę nad motocyklem. Chciała odpowiadać sama za siebie. Uprawnienia zdobyła około sześć lat temu.

” Śmiesznie się zrobiło na egzaminie. Kask był na mnie za duży, egzaminator upychał papierowe ręczniki, żeby mi nie spadł. Nie było przyjemnie. Musiałam mieć ten konkretny, żeby słyszeć jakie polecenia mi wydaje. Zdałam za pierwszym razem. Mam nadzieję, że już mają takie w mniejszych rozmiarach.”

Zaczęła od motocykla o dużej pojemności – Ducati 800, jak na początkującego kierowcę. Teraz jeździ Ducati S4 R – 996 pojemność, prawie 116 KM, z płynami waży ok. 195 kg.

„Nie jestem w stanie go sama utrzymać. „Paciaka” już raz zaliczyłam na samym początku po zdaniu prawa jazdy. Na żwirku, na parkingu nie utrzymałam maszyny, motocykl mnie przeważył.”

Dwukrotnie była na zlocie Ducati we Włoszech, kilka razy w Niemczech. Sama w dalekie trasy się nie wybiera, w grupie jest bezpieczniej. Jeżdżą na Desmomeetingi, spotkania użytkowników marki Ducati.
W czasie Speed Day Ducati i Triumph na torze Poznań, kiedy to uczestnicy ćwiczą technikę szybkiej jazdy, zaliczyła swój pierwszy, poważny upadek.

Najważniejsze pozbierać się i wstać

„Nie wiem, z jaką prędkością jechałam. Przed jazdą na torze zaklejam licznik, żebym nie koncentrowała się na tym, co pokazuje zegar, tylko słuchała obrotów silnika i w skupieniu prowadziła. Na szóstym okrążeniu, na wyjściu z dużej patelni, wyrzuciło mnie po zewnętrznej. Przyczyną był brak koncentracji. Wjechałam, na bardzo nierówne pobocze. Walczyłam, żeby złapać równowagę. To były ułamki sekund. Wyleciałam do przodu przez kierownicę.

Pozbierałam się i wstałam, dobrze się czułam. Niestety po godzinie zaczęło mnie boleć kolano. Udzielono mi pomocy. Wróciłam do domu. Poszłam spać. Rano kolano spuchnięte. Okazało się, że kontuzja była na tyle poważna, że leczyłam się siedem miesięcy. Nie przeszła mi jednak ochota na jazdę. Po ponad roku przerwy wyjechałam ponownie. Po tym zdarzeniu na Gwiazdkę otrzymałam prezent nowy kask Zawsze po upadku powinno się go zmieniać.”

Z jaką prędkością jechała najszybciej? – 240 km/h w Niemczech na autostradzie. Co się wtedy czuje? – Nie podziwia się widoków. Przybiera się postawę aerodynamiczną i skupia na jeździe. Niemieckie autostrady umożliwiają szybką jazdę, ale jakoś specjalnie nie jestem zwolennikiem takich prędkości na “zwyczajnej” drodze. Może dlatego, że to nie ona mnie najbardziej fascynuje w jeździe motocyklem, tylko poczucie wolności.

Monika umie też sama naprawić motocykl

Pierwsze „spotkanie” z motocyklem Moniki? Jak miała 14 lat. Mama, która sama też trochę jeździła, pozwalała swoim kolegom parkować Suzuki, Hondy, Junaki w przydomowym garażu, to była miłość od pierwszego wejrzenia.

„Żebym mogła się przejechać, na którymś z motocykli był jeden warunek: musiałam go wyczyścić. No to szmatka i… to było suzuki. Pojechałam jako „plecaczek” do Koźmina i z powrotem. Byłam bardzo przejęta, nogi mi się tak trzęsły, że zsiadając przewróciłam się. Tak się zaczęło.”

To był 1998 rok. Rozpoczęła się przygoda. Jak poszła zdawać egzamin na prawo jazdy, to wcześniej jeździła Jawą po podwórku. Nie chciała prawa jazdy na samochód, wydawało jej się to niepotrzebne. Motocykl by wystarczył. SHL 175, klasyk z PRL, dostała w prezencie od chłopaka.

Pierwszego motocykla nigdy się nie zapomina – mówi. Urodziła dziecko, jak córka miała dwa lata zaczęła znowu jeździć. Monice sama jazda nie wystarcza. Od początku, chciała poznać techniczne tajniki. Dziś umie naprawić motocykl, zna jego budowę.

Lekcja pokory

Upadek? Był jak u każdego dobrego kierowcy. – To takie „drobiazgi” były, ale uczą pokory. Nic nie jest w stanie mnie zniechęcić do jazdy.
Dziś wyjazd motocyklem, jeździ Yamachą TDM 850, to większa wyprawa. Szykuje się mama i córka – Ala. Ubranie obu dziewczyn jest kompletne. Obie wiedzą, że to bardzo ważne.

Muszę się mocno trzymać – mówi dziewczynka. Motocykl waży 230 kg. Przy jego wyborze liczyło się to, żeby był bezpieczny, ekonomiczny i ze względu na córkę miał „kufer”.

Największe marzenie motocyklowe? Mamy – wyjazd do Skandynawii, córki – do Anglii.

Z jaką prędkością najszybciej jechała? – Dopuszczalną (śmieje się) Największa frajda z jazdy? – Wiatr we włosach, tlen. Zawsze jeździłam w otwartych kaskach. Nie potrafię jeździć w zamkniętych.

Ala sama namawia mamę na wyjazdy. – Trochę się boję, że córka zacznie jeździć sama i przeliczy się ze swoimi możliwościami – mówi Monika – chociaż ma kontakt z maszynami od małego, oswaja się. Tata Ali też jest pasjonatem motocykli. Na razie dziewczynka nie chce sama jeździć, nie ciągnie jej.

Jaka jest twoja reakcja?
Ale Super!
8
Ciekawy
5
Pomocny
0
Smutny
1

© 2019 magazynona.pl - wszelkie prawa zastrzeżone.

Do Góry