Czy kiedykolwiek obudziłaś się z poczuciem, że Twoje życie to starannie ułożona lista zadań, w której zabrakło miejsca na... Ciebie? Jeśli tak, to „Je m’appelle Agneta” nie jest tylko kolejną propozycją na wieczorny seans. To seans terapeutyczny, po którym masz ochotę spakować walizkę, wyłączyć telefon i w końcu zacząć oddychać pełną piersią.
Ten film to coś więcej niż historia, to iskra, która przypomina, że po czterdziestce życie się nie kończy. Ono się dopiero zaczyna, o ile tylko starczy nam odwagi, by przestać być „tłem” dla innych.
O czym naprawdę jest „Je m’appelle Agneta”? Niesamowita historia, którą opowiada o wielu z nas
Fabuła filmu, który możecie zobaczyć na platformie Netflix, uderza w najczulsze struny codzienności.
Poznajecie 49-letnią Agnetę, kobietę, która jest mistrzynią niewidzialności. Jej życie w Szwecji to pasmo przewidywalności: mąż, który bardziej kocha swoje hobby niż rozmowę z nią, dorosłe dzieci, które dzwonią tylko wtedy, gdy czegoś potrzebują, i praca, która dawno przestała dawać satysfakcję i z której w końcu i tak ją wyrzucają. Agneta jest jak szara tapeta w pięknym domu - wszyscy jej potrzebują, ale nikt jej nie zauważa.
Wszystko zmienia się, gdy pod wpływem impulsu (i kilku kieliszków wina) odpowiada na tajemnicze ogłoszenie. „Poszukiwana opiekunka do “chłopaca” w Prowansji. Wymagana znajomość francuskiego (lub odwaga, by udawać, że się go zna)”.
Agneta zostawia za sobą chłodną Skandynawię i rusza do serca słonecznej Francji. Na miejscu okazuje się, że jej podopieczny, Einar, to nie mały chłopiec, ale ekscentryczny i bardzo specyficzny starszy pan, a dom, którym ma się opiekować, to rozpadająca się willa pełna kurzu, tajemnic i sztuki. To tutaj, wśród chaosu i francuskiego słońca, Agneta musi odpowiedzieć sobie na pytanie: kim jest?
Po co żyjesz Agnete?
W znalezieniu odpowiedzi na to pytanie pomaga jej Einar, którego, jak domyślacie się, nasza bohaterka z początku nie lubi. Ale to właśnie on uświadamia Jej, w którym miejscu życia jest.
EINAR: Po co żyjesz?
AGNETA: Dla dzieci.
EINAR: Jakim okropnym brzemieniem obciążasz własne dzieci! W ogóle się lubisz?
AGNETA: Jasne, że nie!
EINAR: Jasne, że się nie lubisz, skoro nigdy nie zrobiłaś dla siebie niczego, co lubisz.
To moment, w którym Agneta (i my wraz z nią) uświadamia sobie, że jej „poświęcenie” wcale nie jest darem dla bliskich, lecz ucieczką przed własnym życiem.
Aktorski majstersztyk: Kobieta, w której zobaczysz siebie
To, co sprawia, że „Je m’appelle Agneta” jest filmową perełką, to mistrzowska obsada. Szczególnie Eva Melander gra porywająco Agnete
Nie widzimy tu przerysowanej bohaterki z Hollywood, ale kobietę z jej zmęczeniem w oczach, z lekką nadwagą, z niepewnym uśmiechem i tym charakterystycznym dla wielu z nas „przepraszam, że żyję”. Ewolucja jej postaci - od wycofanej „szarej myszki” do kobiety, która zaczyna nosić seksowną bielizne w kolorze lawendy i głośno się śmiać - jest zagrana po mistrzowsku.
Partnerujący jej bohaterowie to galeria barwnych postaci, które uczą Agnetę (i nas), że starość może być fascynująca, a przyjaźń nie zna metryki. Relacja Agnety z Einarem to serce filmu - szorstka, zabawna, a ostatecznie głęboko oczyszczająca.
Prowansja, wino i muzyka: Klimat, który leczy duszę
Film jest wizualną ucztą. Kadry skąpane w złocistym słońcu Prowansji sprawiają, że niemal czujemy zapach pieczonych bagietek i świeżych ziół. ]]
Scenografia jest urzekająca - od zaniedbanych, ale klimatycznych wnętrz francuskiej posiadłości, po malownicze targowiska pełne życia. Jest jeszcze kultowe bistro, w którym spotyka się przyjaciele. To oni mają wspaniałą moc i sprawiają, że Agneta odkrywa nowy świat.
Do tego dochodzi świetnie dobrana muzyka, która idealnie oddaje rytm serca głównej bohaterki. To film, który chce się chłonąć wszystkimi zmysłami.
Ma w sobie tę samą magię, którą pokochałyśmy w Bridget Jones (porównanie nie jest przypadkowe, bo momentami Eva Melander przypominała mi Renée Kathleen Zellweger ), ale jest dojrzalszy. To Bridget, która dorosła, przeżyła rozczarowania i zamiast szukać księcia na białym koniu, postanowiła sama zostać swoją bohaterką.
Zobacz zwiastun i przeczytaj, pod filmem, dlaczego musisz zobaczyć ten film.
Dlaczego każda kobieta po 40-tce powinna to obejrzeć ten film?
Wiele z nas żyje w pułapce „użyteczności”. Jesteśmy świetnymi matkami, pracownicami, żonami i córkami. Ale gdzie w tym wszystkim jest miejsce na nasze pragnienia? „Je m’appelle Agneta” to lekcja odwagi.
- Pokazuje, że strach jest naturalny, ale nie może być hamulcem.
- Udowadnia, że nigdy nie jest za późno, by zmienić dekoracje swojego życia.
- Uczy, że dbanie o siebie to nie egoizm, to obowiązek wobec własnej duszy.
Wiele kobiet zobaczy w Agnecie swoje odbicie – tę tęsknotę za czymś więcej, za odrobiną szaleństwa. Ale film zadaje też niewygodne pytanie: czy masz odwagę, by tak jak ona, wyjść poza schemat?
Z pewnością będę wracać do tego filmu wiele razy. „Je m’appelle Agneta” zajmuje czołowe miejsce na liście moich ulubionych pozycji filmowych, które poprawiają humor i sprawiają, że życie smakuje lepiej.
Jeśli obejrzałaś „Je m’appelle Agneta” , podziel się koniecznie swoimi odczuciami w komentarzu.
Jestem ciekawa, czy film uskrzydlił Cię, tak jak mnie?
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.