- Myślałam, że zaliczę kolejne wyzwanie, ale to było coś więcej
- Lęk odpuszcza, a wiara cię niesie.
- Upadasz i podnosisz się, jak Chrystus i to bardzo wzmacnia
- Intencja, jak energetyk
- Ekstremalna podróż w głąb siebie.
- Masz w sobie niezmierzone pokłady szczęścia
- Co warto wiedzieć o Ekstremalnej Drodze Krzyżowej (EDK)? Pytania i odpowiedzi
- Jak przygotować się do EDK pod kątem fizycznym?
Ekstremalna Droga Krzyżowa to wielkie wyzwanie.
- Czujesz potworne zmęczenie, wszystko cię boli i myślisz, że nie dasz rady zrobić już kolejnego kroku
- opowiada Kinga Kozłowska z Jarocina.
Ciemność potęguje lęk, ale on stopniowo znika. Przybywa za to wiary. Nie tylko w to, że uda się pokonać ten potworny dystans, ale też w to, że On jest. Jest Bóg, który wysłucha twoich próśb.
To właśnie intencje niosą Cię najbardziej i pomagają pokonać kolejne kilometry.
Mówisz: „Panie Boże, daj mi siłę, przejdę jeszcze ten kawałek i proszę Cię, żeby moja rodzina była zdrowa” i idziesz dalej - opowiada Kinga.
Przeczytaj rozmowę o tym niesamowitym doświadczeniu jakim jest Ekstremalna Droga Krzyżowa.
Myślałam, że zaliczę kolejne wyzwanie, ale to było coś więcej
Droga ma 14 stacji krzyżowych, tak jak każda Droga Krzyżowa. Są to jakieś umowne punkty: przydrożna kapliczka, krzyż na rozdrożu, jakiś kościółek.
Muszę zacząć od najważniejszego pytania: dlaczego to robisz?
Szczerze? Potraktowałam to jako kolejne wyzwanie w swoim życiu. Lubię się sprawdzać w ekstremalnych sytuacjach. Przeważnie to były sportowe zawody, a ten dystans można potraktować jako wyczyn sportowy. Myślałam, że zaliczę kolejny, ale szybko okazało się, że to coś więcej.
Przeżycie duchowe?
(długa cisza) Powiedzmy sobie szczerze, nie jestem przykładną katoliczką, nie ma mnie co tydzień w kościele. Staram się być dobrym człowiekiem, ale nie jestem bardzo pobożna, a jednak droga okazała się dla mnie ogromnym przeżyciem duchowym. Trudno to opisać słowami.
Lęk odpuszcza, a wiara cię niesie.
Ta droga w Toszku jest niesamowita. Ludzie wystawiają tam przed domem herbatę w termosach, kanapki.
Spróbuj, proszę.
W tym roku przeszłam drogę trzeci raz. Ale tę ogromną moc poczułam trzy lata temu, podczas pierwszego razu, gdy szłam z koleżanką. Przeszłyśmy wtedy połowę - 20 km. Bardzo się tego bałam. Nie wiedziałam, jak to będzie iść w ciemności, w samotności, polami, lasami.
Towarzyszył mi duży lęk, który odpuszczał z każdym następnym krokiem, za to czułam, jak rośnie we mnie przekonanie i wiara, że dam radę, bo przecież jest ktoś, kto nade mną czuwa. Lęk odpuszcza, a wiara cię niesie.
Bardzo głęboko przeżyłam tę połówkę. Wyzwanie zaliczyłam, a teraz idę dla siebie, żeby poczuć tę niesamowitą moc.
Ale musiałaś jechać po to aż na Śląsk?
Pierwszą drogę przeszłam u nas, a teraz jeżdżę na Śląsk razem z partnerem, który jest związany z tym regionem. Tam spędził dzieciństwo. Wujek Adama był proboszczem w pobliżu miejscowości Toszek, dokąd jeździmy. Dla Adama to trochę podróż sentymentalna. W trakcie drogi wstępujemy na cmentarz, by zapalić znicz na grobie wujka i to dodaje jeszcze większej mocy naszym przeżyciom.
Ta droga w Toszku jest niesamowita. Ludzie wystawiają tam przed domem herbatę w termosach, kanapki. Wyobraź sobie, że o 2.00 w nocy czekał na nas przed domem pan, który poczęstował nas herbatą z miodem ze swojej pasieki i kanapkami z pasztetem. Czujesz niesamowite wsparcie tych ludzi. Ale większość drogi idziesz lasami i polami.
To chyba najtrudniejsze?
Noc, ciemność -to najtrudniejszy przeciwnik. Kiedy idziesz w dzień, czas upływa szybciej, dystans nie jest taki trudny do pokonania, bo wzrok jest czymś zajęty i głowa inaczej pracuje. A podczas ekstremalnej drogi nie masz żadnych wzrokowych rozpraszaczy. To utrudnia, ale też pomaga.
Upadasz i podnosisz się, jak Chrystus i to bardzo wzmacnia
Spod kościółka w Toszku startowało około 100 osób.
Możesz to jakoś wyjaśnić?
W tym roku padał deszcz, szliśmy w lesie, we mgle. Światło z naszych czołówek zamiast pomagać, przeszkadzało. Idziesz w tej ciemności, w nieznanym terenie, nie wiesz, co jeszcze cię czeka, słyszysz jakieś szelesty w krzakach. Nie wiesz, czy nie wyskoczy jakiś dzik, jeleń. To jest potwornie trudne, ale z drugiej strony czujesz jeszcze większą moc. To jest trochę pokręcone.
Narasta zmęczenie, ale przybywa ci wiary. Upadasz i podnosisz się jak Chrystus i to bardzo wzmacnia, idziesz z wiarą, nadzieją i miłością. Czujesz, że ten wysiłek ma sens, że to, co robisz, musi przynieść jakiś efekt, że intencje, z którymi idziesz, zostaną wysłuchane.
Intencja, jak energetyk
Szłaś z jakąś intencją?
Myślę, że wiele osób idzie z przemyślanymi wcześniej intencjami. U mnie intencje rodziły się w miarę pokonywania kolejnych kilometrów. One ci pomagają w chwilach słabości, zwątpienia, gdy nie wiesz, czy jesteś w stanie dalej iść, wytrzymać to. W pewnym momencie twoja głowa mówi „stop”, ciało odmawia posłuszeństwa…
I wtedy intencje działają jak energetyk?
No tak. Mówisz: „Panie Boże, daj mi siłę, przejdę jeszcze ten kawałek i proszę Cię, żeby moja rodzina była zdrowa” i idziesz dalej.
Rozmawiasz z Bogiem w trakcie drogi?
Tak, ale też z samą sobą. Jest aplikacja, która pomaga przejść trasę. Tam masz mapę i wskazówki, jak iść, ale też są przygotowane rozważania.
Droga ma 14 stacji krzyżowych, tak jak każda Droga Krzyżowa. Są to jakieś umowne punkty: przydrożna kapliczka, krzyż na rozdrożu, jakiś kościółek. Na każdą ze stacji przygotowano rozważania, które możesz wysłuchać w drodze do kolejnej. Są w aplikacji też pytania, na które możesz szukać odpowiedzi w trakcie drogi, przemyśleć jakiś trudny temat. Ja w tym roku nie korzystałam z tego.
Ekstremalna podróż w głąb siebie.
Dlaczego?
Bo chciałam sobie utrudnić. Stwierdziłam, że muszę sobie poradzić sama z tym wyzwaniem. Nie chciałam wypełniać tego czasu dodatkowymi rozważaniami. Stwierdziłam, że będzie trudniej, jak sama będę musiała sobie poradzić z tym, co mam w głowie.
Ale nie byłaś sama. Szłaś przecież z Adamem, więc chyba rozmawialiście.
No właśnie nie. Drogę przechodzą raczej wszyscy w totalnym skupieniu, w ciszy. Spod kościółka w Toszku startowało około 100 osób. Każdy szedł własnym tempem, ludzie wybierali różne trasy i po 10 km już nie miałeś towarzystwa, jeśli szedłeś sam, a było wiele takich, przeważnie młodych osób.
Bardzo podziwiam tych ludzi, którzy samotnie odbywają drogę, to jest prawdziwie ekstremalna podróż w głąb siebie. To podwójna trudność.
EDK są bardzo popularne w tej chwili. Jest ich naprawdę wiele w Polsce i na całym świecie. Ja uważam, że najtrudniejsza w Polsce musi być droga wzdłuż Półwyspu Helskiego. Wyobrażasz sobie iść po piasku, wieje wiatr, praktycznie cały czas prosto, bez zakrętów. Trasa ma 48 km. To musi być potwornie trudne, ale podobno startuje tam około 500 osób. Nie wiem, ile kończy.
To może w następnym roku spróbujesz EDK na Helu?
Chyba nie. Myślę, że będziemy wracać do Toszka, to stanie się naszą tradycją. Wiesz, niesamowicie piękny jest ten moment, gdy wschodzi słońce.
Czujesz potworne zmęczenie, wszystko cię boli, ale widzisz kościółek, do którego zmierzasz. Czujesz promienie wschodzącego słońca na twarzy i słyszysz z każdej strony śpiew ptaków. Cierpienie fizyczne przeplata się z ekstazą, radością z doświadczania tych cudów.
Droga Krzyżowa w Toszku kończy się w kościele, który jest na górce, więc musisz jeszcze wejść po wielu schodach. To najtrudniejszy moment, ale wiedziałam, co mnie tam czeka.
Masz w sobie niezmierzone pokłady szczęścia
Nagroda.
Tak, ale to nie jest taka nagroda jak na biegach. Tam dostajesz medal i jesteś w niesamowitej euforii, chcesz skakać ze szczęścia do nieba, a tutaj nie.
Nie czułaś szczęścia?
Masz w sobie niezmierzone pokłady szczęścia, ale rozpływa się ono w tobie. Zalewa cię niesamowitym spokojem, poczuciem totalnej harmonii. Czujesz bezmiar wdzięczności Bogu, w którego czasem, w codzienności życia, wątpisz, nie czujesz Jego obecności, a po przejściu tej Drogi Krzyżowej wiesz, że On jest i czuwa nad tobą.
Co warto wiedzieć o Ekstremalnej Drodze Krzyżowej (EDK)? Pytania i odpowiedzi
Choć historia Kingi brzmi niezwykle inspirująco, przed podjęciem takiego wyzwania w głowie każdej z nas pojawia się mnóstwo pytań. Nic w tym dziwnego!
EDK to nie jest zwykły spacer ani tradycyjna pielgrzymka. To prawdziwa próba charakteru.
Aby pomóc Ci zdecydować, czy to wyzwanie jest również dla Ciebie, zebrałam odpowiedzi na najczęściej pojawiające się pytania.
Czym tak naprawdę różni się EDK od zwykłej Drogi Krzyżowej w kościele?
Tradycyjne nabożeństwo trwa około godziny i odbywa się w bezpiecznych murach świątyni. Ekstremalna Droga Krzyżowa to wyjście ze swojej strefy komfortu. Trzeba pokonać trasę o długości minimum 40 kilometrów (lub 30 km w trudnym, górskim terenie) w nocy, samotnie lub w małej grupie, ale zawsze w całkowitym milczeniu.
Nie ma tu nagłośnienia, wspólnych śpiewów ani przewodnika, który mówi, jak iść. Jesteś tylko Ty, Twoje zmęczenie i Bóg.
Czy muszę iść zupełnie sama?
Zasady EDK zalecają samotność lub wędrówkę w bardzo małych grupach (do 10 osób), aby nie tworzyć tłumu i nie rozpraszać się nawzajem. Nawet jeśli idziesz z kimś bliskim - tak jak Kinga z partnerem - kluczowa jest zasada milczenia. Rozmowy są dozwolone jedynie podczas głośnego czytania rozważań przy kolejnych stacjach.
Czy to propozycja tylko dla osób bardzo wierzących i praktykujących?
Absolutnie nie! Twórcy EDK podkreślają, że nie pytają nikogo o to, jak często bywa w kościele. To wyzwanie dla każdego, kto szuka w życiu głębszego sensu, chce przemyśleć swoje życie lub po prostu sprawdzić granice własnej wytrzymałości. Wiele osób traktuje to jako „duchowy detoks” od pędu codziennego życia i technologii.
Co zrobić, gdy w trakcie drogi zabraknie mi sił?
To jedno z najczęstszych kobiecych obaw. Musisz pamiętać o najważniejszym: EDK to nie zorganizowana wycieczka. Nie ma tu busa medycznego, który jedzie za uczestnikami, ani osób zabezpieczających trasę. Idziesz na własną odpowiedzialność. Dlatego przed wyjściem należy bezwzględnie poinformować kogoś bliskiego o swojej trasie i mieć pod ręką naładowany telefon z aplikacją EDK oraz powerbank. Jeśli poczujesz, że ból lub zmęczenie są zbyt duże - rozsądniej i bezpieczniej jest zejść z trasy i zadzwonić po kogoś, kto Cię odbierze. To żaden wstyd!
Jak przygotować się do EDK pod kątem fizycznym?
Do przejścia 40 kilometrów nie musisz być zawodowym sportowcem, ale wymagana jest podstawowa sprawność fizyczna.
Buty: To absolutna świętość. Muszą być wygodne, rozchodzone i najlepiej trekkingowe. Założenie nowych butów prosto ze sklepu to gwarancja bolesnych pęcherzy po pierwszych 10 kilometrach.
Ubiór: Ubierz się warstwowo („na cebulkę”). W nocy temperatura potrafi mocno spaść, a podczas marszu będziesz się rozgrzewać.
Ekwipunek: Niezbędna jest latarka czołowa (plus zapasowe baterie), kamizelka lub elementy odblaskowe (bezpieczeństwo na drodze to podstawa!), wysokoenergetyczny prowiant (czekolada, orzechy) oraz termos z ciepłą, rozgrzewającą herbatą.
Naładowany telefon z aplikacją EDK oraz powerbank: Podstawowy sprzęt, który musisz ze sobą mieć, by się nie zgubić. Pamiętaj, że drogi - nawet te, które znasz- inaczej wyglądają w ciemności.
Podejmując wyzwanie EDK, dajesz sobie szansę na przeżycie nocy, której nigdy nie zapomnisz. Może to właśnie ten moment, by zostawić za sobą codzienny szum i usłyszeć to, co naprawdę drzemie w Twoim sercu?
A może też przeszłaś Ekstremalną Drogę Krzyżową?
Podziel się z nami swoimi odczuciami. Napisz o tym w komentarzu lub wyślij e-mail: [email protected]
Możesz też napisać do nas na Instagrami lub Facebooku
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.