- "Moje serce chciało do mamy"
- "Mama żyła w wyparciu, a ja we wstydzie"
- "Mamę zabrał alkohol, nie rak"
- "Miałam dużo złości na mamę"
- „ Anioł pomaga mi w opiece nad bratem"
- "Boję się raka, ale jeszcze bardziej alkoholu"
- "Odzyskałam spokój i czas dla siebie"
- "Zdecydowałam, że nie będę miała dzieci"
- "Nie bójcie się prosić o pomoc"
Kiedy pisałam ten artykuł płakałam. Ania przeżyła tyle traumatycznych momentów, że starczyłoby ich na kilka scenariuszy dramatycznych filmów.
Życie wielokrotnie wystawiało ją na próbę, ale ona podniosła się i dziś pomaga innym. Jej opowieść to dowód na to, że nawet po najtrudniejszych doświadczeniach można wyjść na prostą
"Moje serce chciało do mamy"
Ania nie pamięta taty. Zmarł, gdy była malutka. Jej świat wywrócił się do góry nogami po raz drugi kilka lat później, gdy mama wyszła za mąż i przeprowadziła się na wieś, a siedmioletnia Ania musiała zostać u babci.
- Nie rozumiałam, dlaczego. Moje serce chciało do mamy, ale ona tłumaczyła mi, że w mieście mam lepszą szkołę i tak będzie dla mnie lepiej
- opowiada Ania ze łzami w oczach. Szybko okazało się, że to nie był prawdziwy powód.
"Mama żyła w wyparciu, a ja we wstydzie"
Gdy Ania odwiedzała mamę w niektóre weekendy, widziała, że jej ojczym i mamy brat są ciągle pijani. Alkoholizm mamy zauważyła dopiero jako nastolatka. Wstydziła się za nią przed koleżankami, zwłaszcza podczas wywiadówek, na które przychodziła pod wpływem alkoholu. Były prośby, rozmowy, ale wszystko trafiało w próżnię.
- Nic nie docierało. Żyła w wyparciu, a ja we wstydzie - mówi Ania.
Jej mama piła nawet w czasie ciąży z przyrodnim bratem Ani. Chłopiec urodził się z niedotlenieniem mózgu oraz zespołem FAS (nieodwracalne zaburzenia fizyczne i umysłowe u dzieci spowodowane spożywaniem alkoholu przez matkę w ciąży).
W życiu nastolatki szybko pojawiła się odpowiedzialność, której żaden młody człowiek nie powinien dźwigać. To ona zajmowała się bratem i mamą, gdy wracała do domu.
- Jakoś żyliśmy. Ja w wiecznym rozdarciu, ale dawałam radę, bo przecież musiałam być dzielna
- opowiada.
Nie była gotowa na kolejny cios.
"Mamę zabrał alkohol, nie rak"
Nowotwór mamy przyszedł nagle. Leczenie, chemio- i radioterapia pomogły. Wróciła nadzieja - na parę lat udało się zaleczyć raka. Niestety choroba wróciła ze zdwojoną siłą, gdy Ania miała 25 lat. Tym razem mama przegrała - właściwie z dwiema chorobami.
- Po części czuję, że zabrał ją alkohol, nie rak. Mama nie przestawała pić ani na chwilę
- mówi z żalem Ania.
Dziewczyna została z bratem i swoimi traumami. Żyła w potwornym stresie przez wiele lat. Cały czas była w trybie walki.
- Gdy mama odeszła, moje ciało zaczęło „puszczać”. Miałam problemy z sercem, ale kardiolog stwierdził, że to normalne po tym, co przeszłam
- opowiada.
Udała się na terapię, by choć trochę uleczyć swoje rany i zrozumieć schematy, którymi się posługuje. Po raz pierwszy mogła zająć się sobą.
"Miałam dużo złości na mamę"
Kiedy zapukała do drzwi terapeutki, była bardzo poraniona. Czuła się niekochana i zaniedbana emocjonalnie.
- Miałam dużo złości na mamę, bo pijąc, przeoczyła to, że byłam molestowana. Ten fakt wyparłam na kilka lat, ale gdy wrócił, tak mnie przygniótł, że musiałam coś z tym zrobić
- mówi cicho i na chwilę milknie, a potem z ulgą dodaje:
-To chyba było najgorsze. Uff… wypowiedziałam to!
„ Anioł pomaga mi w opiece nad bratem"
Czasem wolałaby „czuć mniej”, ale w terapii nauczyła się doceniać swoją wrażliwość i stara się zrobić z niej użytek.
Pomaga innym przezwyciężać strach i lęk. Opiekuje się zwierzętami w schronisku, była wolontariuszką w domu środowiskowym, gdzie lepiej zrozumiała osoby z niepełnosprawnością. To ważne, bo Ania jest opiekunką prawną swojego 27-letniego brata.
Mentalnie jest jak dziecko. Potrzebuje stałej opieki. W ciągu dnia uczęszcza na zajęcia terapeutyczne.
- Jest przekochanym promykiem. Dobrym i wrażliwym człowiekiem. Bardzo żałuję, że nigdy nie będzie mógł się usamodzielnić.
W opiece pomaga jej mąż. Ania mówi, że to anioł, który pojawił się w jej życiu, by wynagrodzić wszystko, co przeszła.
- Zaakceptował mnie poranioną, z bagażem, który pomaga mi nieść przez życie. Każdemu życzę takiego wspierającego człowieka
- mówi z uśmiechem.
"Boję się raka, ale jeszcze bardziej alkoholu"
Ania zmieniła swoje życie, przestała pić alkohol
Na jednym z pierwszych spotkań powiedziała terapeutce, że boi się obu chorób, które mogła „odziedziczyć” po mamie.
- O ile nowotwór można wykryć w badaniach, to ze sprawą uzależnień nie jest już tak prosto
- opowiada.
Czy piła alkohol? Tak, jak wielu ludzi, w czasie spotykań ze znajomymi, by celebrować sukces. Podskórnie jednak czuła, że nie chce iść tą drogą.
"Odzyskałam spokój i czas dla siebie"
Wtedy poznała projekt „Ciekawiej”. To dzięki niemu odstawiła alkohol. Nie pije od dziewięciu miesięcy i - jak sama mówi - była to jedna z najlepszych decyzji w jej życiu.
Odzyskała spokój i czas dla siebie. Lepi w glinie, plecie makramy, zaczęła biegać. Startuje w zawodach i zdobywa medale.
- Zajmuję się swoim wewnętrznym dzieckiem, które nie było należycie zaopiekowane. Realizuję marzenia. Nie byłoby tego wszystkiego, gdybym nie podjęła tej jednej decyzji: nie piję. Myślę, że w porę powiedziałam sobie stop
- dodaje.
Ania podjęła jeszcze jedną ważną decyzję.
"Zdecydowałam, że nie będę miała dzieci"
Choć Ania ma w sobie ogromne pokłady opiekuńczości, świadomie zdecydowała, że nie zrealizuje się w macierzyństwie.
- Nie mam dzieci. To moja świadoma decyzja. Nie wiem, jaką byłabym matką, nie mając żadnych wzorców. Miłość i opiekuńczość kieruję do brata i moich zwierząt. Staram się być dobrą opiekunką, ale matką nie zamierzam być
- mówi ze spokojem.
"Nie bójcie się prosić o pomoc"
Ania poukładała sobie życie. Dziś czasem nie dowierza, jak bardzo się zmieniło. Pamięta jednak momenty, gdy nie chciało jej się żyć.
Pomogła terapia i sport.
- Sport jest dla mnie najlepszym narzędziem do pracy z emocjami. Zaczynałam od jazdy na rowerze. Podczas samotnych wycieczek płakałam, krzyczałam i śmiałam się do łez. Tłumione przez lata emocje w końcu mogły wyjść - opowiada.
Ania usłyszała kiedyś zdanie: „Każdy kiedyś przestaje pić. Niektórym udaje się to zrobić za życia”.
- Mojej mamie się nie udało. Ja wybrałam trzeźwość. Jestem spokojna o swoją przyszłość i rodzinę, którą tworzę. Nie powieliłam schematu. On kończy się na mnie - mówi.
Na koniec kieruje ważne słowa:
- Nie bójcie się prosić o pomoc. Jeśli nosicie w sobie ból i udajecie, że wszystko jest w porządku - pozwólcie sobie na wsparcie. Ja znalazłam swoją drogę. Wierzę, że Wam też się uda.
Imię bohaterki mojego tesktu zostało zmienione. Nie ujawniam również Jej twarzy. Ania przeszła wystarczająco wiele w swoim życiu. Jestem Jej bardzo wdzięczna, ze zechciała sie podzielić swoją historią.
„Historia Ani poruszyła Twoje serce tak, jak moje? Napisz o tym w komentarzu poniżej.
Zapraszam Cię też do śledzenia naszych profili na Facebooku i Instagramie tam codziennie dzielimy się historiami pełnymi siły i kobiecego wsparcia.
”Jeśli czujesz, że Twoja historia również mogłaby stać się dla kogoś światełkiem w tunelu, napisz do mnie: [email protected].
Może to właśnie Twoje słowa dadzą innej kobiecie odwagę, by wyjść na prostą, a Tobie przyniosą ulgę, gdy w końcu wyrzucisz z siebie to, co tak długo leżało Ci na sercu.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.